Goście z Ameryki

           Wizyty potomków emigrantów, którzy wyjechali w drugiej połowie XIX wieku i z początku XX, legalnie i nielegalnie, z ziem dziś stanowiących obszar Polski, do Północnej, czy Południowej Ameryki są coraz częstsze, przyjeżdżają indywidualnie i w grupach, czasem bardzo licznych i odwiedzają sztandarowe miasta i miejsca w kraju. Szczególnym miejscem w kontekście „Emigracja” są z pewnością Stare Siołkowice i ich szeroka okolica. Tam zjawiła się zaproszona grupa „polonusów” z Ameryki w odpustową niedzielę 29 września br. Oficjalne spotkania, gościna, szukanie potomka siołkowickiego emigranta. Nie ma potwierdzenia, czy taki był wśród „amerykanów”.

            Następnego dnia (poniedziałek 30 września) inna, 3 osobowa grupa z przewodnikiem – opiekunem z Warszawy zawitała do Świerkli. Był to już trzeci i ostatni dzień przybyłych trzech pań szukających miejsc, gdzie mogły by znaleźć potwierdzenie zapisanych informacji na starych pożółkłych dokumentach, notatkach rodzinnych, które miały ze sobą. Sporo udało się odnaleźć z pomocą osób takimi spawami się zajmujących, ale wiele zostało jeszcze do zrobienia. Zwiedzanie środowiska swych przodków, badanie archiwów to z pewnością za dużo jak na 3 dni wizyty.

            Panie: Pauline Kowalczyk – Hunt (z Texasu) i Berni Schmidt (Kowalczyk) wraz ze swą szwagierką (obie z Minesoty) objechały ze swą przewodniczką okolicę, oscylując przede wszystkim na miejsca, gdzie potwierdzenie ich danych było najbardziej prawdopodobne, np. nazwiska Kowalczyk, rozpoznawalne w Łubnianach, Brynicy i nazwisko Motzko w Świerklach (Horst) i Czarnowąsach. Jedna i druga opcja przyniosła rezultaty, tyle  że nie zostały zaspokojone do końca nadzieje pań. Świat, który zobaczyły na miejscu bogactwem sytuacji i miejsc znacznie przerósł ten znany im z przekazów ojców, dosłownie były nim oszołomione. Satysfakcja z wizyty była jednak ogromna, poczucie spełnienia przy obiecanych sobie kiedyś wędrówek tropem ojców także, a wzruszenia, nieraz bardzo emocjonalne miały miejsce co rusz. Odjechały powierzając swoje sprawy, a więc kontynuację dociekań, osobom które na miejscu mają okazję to zrobić. Sprawa jest więc rozwojowa, jak w każdym niemal przypadku odwiedzin potomków emigrantów – ziomków.

            Krótko historycznie o tym przypadku. Jadwiga Motzko ur. w Horst (Świerkle) w 1861 r. jako dorosła pannica wyjechała (nie wiadomo czy sama) do Ameryki w 1892 r. statkiem Normania z Hamburga. W USA wyszła za mąż za Nicolasa Schmidta (Kowalczyk) – wdowca, farmera na dorobku. Kolejne pokolenia Schmidtów i Kowalczyków w trudzie i znoju egzystowały na farmach. Dziś już bez ziemi chcą poznać cały kraj, strony „ojczyste” gdzieś na Śląsku Opolskim. (foto – „Świerklanin” z Amerykankami przed świerklańskim kościołem)

                                                                                           J. Moczko – Świerklanin