Zmarła Klara Jendryca

 

            Właśnie miałem do niej zajechać z kolejną sprawą, a tu ktoś mnie pyta: „ty, wiys ze Klara Jendrycka umarła?”. Oczywiście, że nie wiedziałem i jakoś nie potrafiłem zrazu tego faktu przyjąć do siebie. Przecież mieliśmy tyle zaczętych tematów, tyle do rozpoznania, „rozszyfrowania”, choćby to zdjęcie (powiększone, by lepiej było widać), które akurat miałem jej pokazać, grupowe z czarnowanskiej fabryki cygar – Cigarrenfabrik – Gabriel.

klara2.jpeg

            Za każdym razem, gdy zasiadaliśmy do takich analiz, niezwykle się angażowała, pełna wigoru komentowała obrazy z fotografii, z czasów jej dzieciństwa, młodości i późniejszych. Nazwiska, szczegóły, sytuacje, aż dziw, że tyle pamiętała, na bieżąco sobie przypominała. Nieraz była to fantastyczna podróż w przeszłość. Najwięcej z tego dotyczyło oczywiście Czarnowąs, gdzie się 28.08.1919 r. urodziła i gdzie całe życie mieszkała, ale także innych miejscowości, gdzie okazyjnie przebywała, np. w Świerkli, czy Opolu, gdzie przed wojną wiele lat przepracowała.

KLARA.jpeg

            Niektóre tematy, które poruszałem w artykułach w dużym stopniu oparte były na jej relacjach, inne mniej, w sumie wiele wniosła do tych opracowań, o byłych gescheftach (Gonsiora, Gonski, Jendra, Fautschów, Stajschów, Krawczyka, Slottów, Niedworoka (Walka) i innych), o Chórze św. Cecylii, o incydencie w kościele (Kirchenstreik 1931/32 r.). W przygotowaniach zaawansowany były (są) kolejne tematy o fabryce cygar – Gabriela, o Gescheftach: Sowada/Gandyra, Niemczyka (Fleischera), Czoka (Fleischera), Wenera/Moczko – piekarza, Waldyry – piekarza, areszcie czarnowąskim (Herest – mała chatka, nieistniejąca już, na obecnym placu – róg ul. Wolności i ul. Krzyże) itd., itd.

            Strata dla lokalnej historii spora, ale przede wszystkim bolesna dla rodziny, bo Klara od wielu lat wdowa, była matką i babcią. Bardzo bogobojna, dzień miała poukładany, był czas na drzemkę, modlitwę i dla odwiedzającej rodziny. Nie bardzo lubiła, gdy ktoś ten porządek zakłócał. Uczyniła to śmierć. Zmarła 20.06.2013 r.

            Miała sentyment do Świerkli, bo mąż Jerzy stamtąd pochodził, od „Śtulpów” (w żadnej mierze w tym przydomku nie ma czegoś niestosownego), czyli Jendryców świerklańskich. Wszyscy Jendrycowie: ze Świerkli, Czarnowąs, Masowa, Biadacza, Łubnian, Osowca, itd. mają jednego przodka przybyłego na początku XIX wieku w te strony – muzyka orkiestry opery – teatru na dworze von Wirttembergów w Pokoju, ale to już całkiem inna historia.

                                                                       J. Moczko – Świerklanin