10 lat świerklańskiego stowarzyszenia

10 lat świerklańskiego stowarzyszenia

2.jpeg

Obojętnie jak by się nie nazwała grupa świerklan, czy pod jakim by się szyldem nie zebrała, w końcu lat 90-tych ubiegłego wieku chcąc coś zrobić dla swej wioski, zrobiłaby to samo co zaczęła z chwilą zrzeszenia się jako Stowarzyszenie Rozwoju Inicjatyw „Świerkle” w 1999 roku. Od tego momentu minęło 10 lat jej społecznej działalności i jak to przy takiej okazji wypada trochę refleksyjnie na ten czas spojrzeć, to i owo powspominać, podsumować, słowem – rzeczowo zbilansować.
Czy jest co? – to chyba nie budzi w nikim wątpliwości, kto pamięta miejscową rzeczywistość z tamtych lat i potrafi ją skonfrontować z aktualną sytuacją we wiosce. W powstawania wielu oczywistych dziś jej przymiotów, stowarzyszenie miało swój udział.

Ludzie większej wiary
Właściwie, wyraźne przejawy zdecydowanej chęci do działania miało miejsce już dwa lata wcześniej w 1997 roku. Krystalizujące się wówczas grono osób inicjatywnych po części występujących z miejscowymi samorządowcami z czasem zaczęło ich wyprzedzać w pomysłach i coraz bardziej bywać widoczne w staraniach o zmiany i wnet obsadziło kolejną zmianę samorządową.

3.jpeg

Ludzi większej wiary było więcej i działali wspólnie lecz nieco chaotycznie, jednak ze świadomością, że można lepiej i efektywniej, czego dowody od lat sobie sami dawali w działaniu na rzecz miejscowego kościoła i udziale w jego bogatym życiu pozaliturgicznym. Przekonani byli, że trzeba zacząć działać czym prędzej. Tylko jak to zrobić? W obliczu wielkiego powszechnego marazmu i ustawicznej bryndzy w budowaniu nowego szczególnie na wsi na dodatek tak niepozornej jak Świerkle.
Tej aktywnej części jej mieszkańców przestało być obojętne jak się ich miejscowość postrzega, jak się ich zdaniem małopartnersko ją traktuje i wogóle dla niej mało czyni. Ciągle Świerkle kojarzyło się ze słupem wysokiego napięcia stojącym na środku boiska i studnią głębinową (rura średnicy 500 mm, wystająca metr z ziemi) na polu karnym, zwałami ziemi beztrosko kiedyś nawiezionymi opodal, kompletnie zajeżdżoną drogą w kierunku Brzezia (i dalej w kierunku „gminy”) i podobną w kierunku Biadacza, chudnącą szkołą i dziwnymi prywatnymi inicjatywami w gminnym budynku handlowo gastronomicznym, dotykającymi rykoszetem materii publicznej bądź co bądź sali nazwaną później Salą Wiejską, która coraz częściej stawała się tematem pogłosek, że jakoby mało użytkowana przez świerklan, w ogóle jest im chyba nie potrzebna. Podobnie mówiło się o wspomnianym wcześniej „boisku”.
Świerklanie wściekali się, że mało kogo obchodzi ich zdanie i byli pełni obaw, że te czarne wróżby się spełnią bo w okolicznych miejscowościach takie przypadki już miały miejsce.
Gospodarka rynkowa stawiała ostre warunki samorządom gminnym, które (patrząc z dzisiejszej perspektywy) niekiedy zbyt pośpiesznie pozbywały się niektórych elementów swego mienia, czasami nawet za symboliczną złotówkę. Świerklanie natomiast nie chcieli już więcej stracić.
Mimo, że mieli już wodę bieżącą i telefony, smutno im było, że np. akurat co utracili piekarnię i że nieco wcześniej wywieziono kiosk „Ruchu” którego wizerunek zdążył się już utrwalić w centrum wioski nadając mu trochę „światowego szpanu”. Świerklani chcieli jak najwięcej „swego” ocalić i coś zrobić, by dorośli mieli nieco więcej niż tylko „piwko przed sklepem” w ofercie na wolny czas, dzieci bezcelowe szwędanie się po wsi.

Tknięci dobrym fartem
4.jpeg W takiej sytuacji dopomógł im szczęśliwy zbieg okoliczności, a właściwie „amerykanka”, która akurat z całą rodziną mieszkała od jakiegoś czasu w willi „u Kreisnera” jako żona Amerykanina delegowanego tu do Polski w interesach. Otwarci ludzie szybko zaprzyjaźnili się z sąsiadami (Helena Sala – bo o nią tu chodzi, pochodzenia polskiego znała dobrze język swych ojców), a najbardziej polubiły ich miejscowe dzieci.
U „amerykanów” było fajnie – pełno kolorowych zabawek i smakowitych łakoci. Bardzo szybko na ich podwórku z dnia na dzień powstało małe przedszkole. Z czasem coraz bardziej uciążliwe. Dla Heleny Sala oczywistym wydało się, że w tej wiosce potrzebne jest miejsce przeznaczone dla dzieci i że coś w tej sprawie trzeba zrobić, a może nawet więcej, również dla reszty mieszkańców, najlepiej wspólnie, choćby tylko na początku. W listopadzie 1998 r. zwróciła się osobiście z pismem do Urzędu Gminy Dobrzeń Wielki w sprawie jak to wtedy nazwała „Parku dla dzieci i młodzieży”, na które Zarząd gminy na swym posiedzeniu w grudniu 1998 r. odpowiedział pozytywnie i zadeklarował pomoc. Wobec takiego obrotu sprawy Helena Sala mając za sąsiada gminnego samorządowca Waldemara Kesnera – radnego, przedstawiła mu „swą sprawę” i poszły „wici” po wsi.
Po okresie świąteczno noworocznym głośno już było o tym i 24.01.1999 r. odbyło się spotkanie informacyjne „u Kreisnera”, na które ściągnęli przedstawiciele wszystkich stanów (starsi i młodsi świerklanie, byli działacze i świeżo zakręceni, ludzie mający tylko jakiś interes w Świerkli a nawet ówczesny duszpasterz ks. dr Bogaczewicz). W salonie, który ledwo pomieścił zebranych wyczuwało się spore poruszenie, bo oto i dla Świerkli nadszedł czas nowego otwarcia.

5.jpeg

  Dyskusja była gorąca i właściwie dotyczyła głównie strony technicznej, bo to, że trzeba działać było oczywiste. Ostatecznie ustalono, że trzeba rozeznać co lepsze, fundacja czy stowarzyszenie, przygotować podstawowe dokumenty w tym także projekt statutu i plan formalnych działań zmierzających do założenia organizacji. Poza tym zaakcentowano wyraźnie, że nie ma mowy o jakimś „towarzystwie wzajemnej adoracji” w związku z tym każdy swoje ewentualne członkostwo niech sobie dobrze przemyśli.

Zamienić słowa w czyn
Cztery dni później 28.01.1999 r. odbyło się zebranie „tych ostatecznie zdeklarowanych” (kolejno wg listy: Walter Panic, Maria Konieczko, Edyta Kokot, Artur Przepióra, Magdalena Baron, Helena Sala, Danuta Jałowy, Waldemar Kesner, Józef Moczko, Teresa Bednorz, Klaudia Komor, Gabriela Jurek, Bernard Kałuża, Norbert Komor, Maria Anna Jendryca, Henryk Różanecki, Halina Kondracka, Barbara Prudlik, Iwona Krause; później do dnia Walnego Zebrania dołączyli jeszcze: Dorota Kesner, Tomasz Jałowy, Paweł Banaś, Jerzy Bednorz, Marcin Bednorz, Urszula Panic i Wioletta Jeger) do założenia organizacji. Zapadły na nim pierwsze ważne dla przyszłego stowarzyszenia decyzje. Utworzyli Tymczasowy Komitet, z którego wyłoniono zarząd i zobowiązano go do działań założycielskich. Przyjęto dwie opcje do rozważenia pod nazwami: Fundacja Świerkle na Rzecz Rozwoju Kultury, Sportu i Rekreacji oraz Stowarzyszenie Świerklan, ze specyfiką których zapoznał wszystkich obecny na zebraniu prawnik. Rozdzielono też pierwsze zadania np. opracowanie statutu, loga, pieczątki itd.
Ostatecznie 25.02.1999 r. Tymczasowy Komitet na zebraniu przyjął nazwę: Stowarzyszenie Rozwoju Inicjatyw Świerkle, a 21.04.1999 r. odbyło się pierwsze Walne Zebranie Członków nowej organizacji, na którym wybrano pierwsze władze (Zarząd: Waldemar Kesner – prezes, Józef Moczko – wice prezes, Danuta Jałowy – sekretarz, Teresa Bednorz – skarbnik, Maria Konieczko – członek; Komisja Rewizyjna: Norbert Komor - przewodniczący, Bernard Kałuża - członek i Klaudia Komor - członek) i opracowano plan działania na cały rok.
Nowy zarząd natychmiast podjął rozpoczęte jeszcze w okresie założycielskim starania formalne w doprowadzeniu stowarzyszenia do pełnej osobowości prawnej by je jak najszybciej zarejestrować. Dokonało się to 9.06.1999 r. w Sądzie Okręgowym w Opolu – Wydział Cywilny – Sekcja Rejestrowa.


Następny rozdział
Odtąd będąc zarejestrowanym także w Starostwie Opolskim i Urzędzie Skarbowym, mając NIP, REGON, konto bankowe, siedzibę i pieczęć, mogło w pełnym zakresie funkcjonować jako organizacja pozarządowa. Jako taka była ona w tym czasie ewenementem nie tylko w skali gminy, czymś nowym co nieco później zaczęto naśladować.
De facto członkowie stowarzyszenia występowali ze swymi inicjatywami dużo wcześniej - zanim się ukonstytuowali np. już w lutym podjęli znamienną akcję zwaną „Akcją Promocyjną” połączoną ze sprzedażą „baranków wielkanocnych”, które sami upiekli i przed Świętami Wielkanocnymi sprzedawali promując swoja organizację. To był pierwszy sukces, niby niewielki, ale ogromnej początkowej wagi i wymierny, bo przyniósł wtedy pierwsze wpływy w wysokości 225 zł.
Od razu też zadbano o dobre relacje z „gminą” z założeniem, że nigdy nie będą one miały charakteru roszczeniowego lecz wyłącznie postulatu czy prośby o pomoc sprawczą w konkretnych inicjatywach. Pierwszym i zarazem bardzo znaczącym rezultatem takich działań było doprowadzenie do zawarcia „Umowy użyczenia” 30.07.1999 r. w Urzędzie Gminy Dobrzeń Wielki pomiędzy Zarządem Gminy reprezentowanym przez Wójta Gminy Alojzego Kokota i członka Konrada Wieczorka a Stowarzyszeniem Rozwoju Inicjatyw „Świerkle” - Świerkle ul. Kupska 5, reprezentowanym przez Waldemara Kesnera, dotyczącej działki o powierzchni 0,5106 ha, celem założenia przez „biorącego” parku rekreacyjnego, w skład którego będzie wchodzić plac zabaw dla dzieci i teren sportowy dla dorosłych.
Ten użyczony teren stał się miejscem statutowego działania stowarzyszenia i ogromnym wyzwaniem zważywszy na to, że przypominał wtedy po trochu poligon i po trochu dzikie stepy.
Tymczasem stowarzyszenie występowało również na rzecz wioski wspólnie z Radą Sołecką np. przy zakładaniu skwerka w centrum wioski, występowaniu w obronie Sali Wiejskiej, postulowaniu o remont dróg itd., a w jakiejś części wzięło również udział przy przygotowaniach do obchodów 225-lecia wioski Świerkle (Horst).

6.jpeg 

Był to właściwie udział w swoistej świątecznej triadzie, w której ujęty był także kolejny Festiwal Piosenki Religijnej i świerklański Odpust. Ten trzydniowy blok miał miejsce w czerwcu krótko po rejestracji stowarzyszenia. W ogóle pierwsze półrocze było bardzo pracowite dla ludzi czynu, a sprawy omawiane przez zazębiające się osobowo grona ze stowarzyszenia, Rady Sołeckiej a nawet rady kościelnej były wspólne w wielu aspektach nie dziw więc, że ich realizacja cieszyła wszystkich.

7jpg.jpeg


Po „użyczeniu terenu” stowarzyszenie idąc za ciosem, zwróciło się znów do gminy z pismem o rozważenie możliwości zmiany trasy linii wysokiego napięcia biegnącej przezeń po przekątnej ze słupem w samym jej środku, a na swym placu od strony szosy w części przeznaczonej na enklawę dla dzieci posadzono drzewka

8.jpeg

Były to kolejne kroki rozpoczętego dużo wcześniej porządkowania placu przed „obchodami świerklańskimi” i wogóle stosowanie się do umowy użyczenia i statutu.

Spełnić stare intencje
 Kolokwialnie mówiąc stowarzyszenie „szło jak przecinak”, pamiętając o swoich celach. Jednym z nich było utworzenie placu zabaw dla dzieci, to też w tym kierunku szły wtedy działania zarządu, co miało także wymiar honorowy w poczuciu odpowiedzialności za podjęte kiedyś zobowiązania wobec inicjatywy „amerykanki” – Heleny Sala, a właściwie przede wszystkim wobec świerklańskich dzieci.

9.jpeg

Następnego roku - 2000 na prośbę stowarzyszenia o udzielenie wsparcia finansowego na zakup i montaż zestawu zabawowego (wieża z trapem i zjeżdżalnią oraz huśtawkami) powszechnie zwanego „indiańską wioską” gmina Dobrzeń Wielki odpowiedziała pozytywnie i takowy stanął w Świerkli. Znów był to spektakularny sukces, bo przecież mało gdzie takie enklawy dla dzieci wtedy były. Dopiero wiele lat później powszechniej zaczęto je w okolicznych wioskach stawiać. W efekcie tych zdarzeń zaczęto świerklan i samą wioskę nieco inaczej postrzegać.


c.d.n.

J. Moczko - świerklanin