Trochę Brazylii w Borkach

Do południa parno nad wyraz, później rzęsisty deszcz. Lało do wieczora, można by rzec – aura jak w Południowej Ameryce pod równikiem. Jakby w takim nieplanowanym klimacie szykowało się zaplanowane spotkanie w Borkach w Sali Wiejskiej (była szkoła) z gościem właśnie z tamtej strony świata z Brazylii.
Mimo deszczu zainteresowanych przybywało, a z rozmów przy stołach wynikało, że niektórzy znają oczekiwanego. A to ksiądz Knosała, a to Padre Manfredo – takie określenia tej samej osoby świadczyły, że wiedzą kto zacz, skąd przybywa i pewnie zechcą się dowiedzieć co tam u niego słychać.
„Cicho, przyjechali” – ktoś zasygnalizował. Wszedł niepozorny wyprostowany biało czarny z krzyżem na piersi – szyk. Brawa na sali i od razu za mikrofon: „Dziękuję za powitanie i za to, że na mnie cierpliwie czekaliście –zaczął – pewnie chcielibyście się dowiedzieć czegoś o Brazylii o mojej skromnej osobie – ciągnął, i dalej – trzeba by tu zacząć od tego, że w Brazylii jestem już prawie od 40 lat, od młodzieńczych lat się nią interesowałem i tam chciałem się znaleźć i jestem, chyba na dobre do końca moich dni”. Później krótko od drodze do stanu duchownego powrót do Brazylii.
(Ksiądz Manfred Knosała urodził się 26 grudnia 1942 roku w Siołkowicach. Tam chrzest, I Komunia Święta, bierzmowanie i szkoła podstawowa. Później Liceum Ogólnokształcące w Dobrzeniu Wielkim. Literatura podróżnicza, Arkady Fidler, Brazylia, Wyższa Szkoła we Wrocławiu i dalej ciągle lektura o Brazylii.
Ksiądz Knosała – Padre Manfredo wpierw był studentem Wyższej Szkoły we Wrocławiu, a po roku Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu.
„To był ciekawy okres – uśmiecha się lekko, biskupi polski do niemieckich odezwali się w te słowy: „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Zrobił się raban w komunistycznej ojczyźnie i najazd na Kościół a przy tym ciężkie czasy dla seminariów, seminarzystów i kleryków. Studia opłacały nam zdeklarowane parafie, rodziny z parafii. W moim przypadku z Nowogrodźca i Chrząstowic. Taki wybieg na reakcję rządu wobec „ekstrawagancji” biskupów. Ale nie koniec na tym, po sprawiedliwości wsadzono nas w kamasze, znaczy się poszliśmy do woja na całe dwa lata. A tam tere fere: wicie, rozumicie, my wam pomożemy, a wy sobie jeszcze wszystko przemyślcie, po co wam sutanna, studia załatwimy wam jakie chcecie, prawnicze, techniczne, artystyczne itd., a my nic tylko ewangelia, w „oficyry” też nie poszliśmy. Skończyło się wojsko skończyły się też studia. W 1968 r. święcenia kapłańskie. Nie w opolskiej katedrze jak to zwykle bywa, a w siołkowickim kościele Św. Michała z rąk biskupa Jopa”.
Z dalszych wywodów wynikało że na jego prymicjach w Chrząstowicach był ksiądz Godfryd Marks na krótko w kraju z Brazylii, który wcześniej był „sponsorowany” przez tą samą rodzinę, która na księdza Knosałę łożyła. Był z nim odtąd w kontakcie. Po prymicjach wrócił do Wrocławia. Został wikarym w parafii Matki Boskiej Częstochowskiej. Ksiądz Marks pisał, że w Brazylii potrzebni są księża i że ma się zastanowić. W końcu przyszło zaproszenie od biskupa z brazylijskiego Belem (stan Para). On jako ksiądz diecezjalny, a więc wychowany przez diecezję na jej potrzeby musiał uzyskać stosowne zezwolenie od biskupa i uzyskało dziwo na czas nie określony, można by rzec – na stałe.
W 1972 r. opuścił swą parafie po 4 latach „wikariatu”i wyjechał do Belgii na naukę jżyka portugalskiego, a rok później do wymarzonej Brazylii do Belem. Jakiś czas zastępował księdza, który wyjechał na studia, a następnie objął parafię Vigia z pięknym starym kościołem pojezuickim z 1738 r. (kiedyś jezuici zostali wyrzuceni z Brazylii). Parafia spokojna jak wtedy jeszcze niemal cała Brazylia. Można było noc przespać w hamaku na dworze, domu nie zamykać. Niestety odezwały się starte trudności z oddychaniem. Lekarze zalecili zmianę regionu i tak po 9 latach biskup skierował go do Salvadoru w stanie Bahia, pierwszej stolicy Brazylii. Tam jeszcze bez przydziału trochę przebywał u księży redemptorystów, zastępował księdza brazylijskiego. Odwiedził też polskiego księdza w Sao Paulo Marka Manderle. Ten namawiał go by u niego został i tak się jakoś złożyło że został na jakiś czas w parafii Floreal (miasto kwiatów) 600 km od stolicy Sao Paulo.
Gdzieś około 1990 r. wraca jednak do Salvadoru gdzie kiedyś miał rozpocząć swą zasadniczą pracę. Biskup wskazał mu na planie miasta miejsca gdzie chce utworzyc nowe parafie, wybudować kościoły. Miejsca te były już w dawniejszych czasach przyznane Kościołowi. Pierwsze wybrane było zajęte przez 4 rodziny, które ani myślały się ruszyć, jak się okazało już im raz zapłacono by sobie kupili jakieś domy i opuścili teren. Sytuacja zaczęła się powtarzać. Padr Manfredo nalegał i szukał rozwiązań prawnych. Zaczęły się pogróżki z grożeniem śmiercią włącznie,. Ostatecznie jednak się wynieśli i kościół został wybudowany. Trwało to wszystko 8 lat. Przy tworzeniu następnej parafii miała miejsce taka sama sytuacja, tyle tylko że tym razem teren zajmowała rodzin sytuowana i ustawiona, która mogła sobie „prawo kupić”. Zmagania były cięższe i zrobiło się znacznie niebezpiecznie. Straszenie pistoletem ,czasem nie jednym. Dochodzenie praw znów ciągnęło się latami. Ksiądz został nawet uprowadzony sprzed kościoła (jak się okazało nie miało to jednak związku z budowa parafii, ale na tle rabunkowym), bandyci wywieźli go za miasto w miejsce powszechnie znano jako takie gdzie świat przestępczy pozbywał się swych ofiar czasem tam wykonując egzekucje – Estrada Velha du Aeroporto. Opuścili jednak pistolety i zostawili księdza „wolnym” na tym mrocznym pustkowiu.
Granica ryzyka została przekroczona i biskup zdecydował by Padre Manfredo „zniknął” gdzieś na jakiś czas aż się wszystko uspokoi dla bezpieczeństwa. Doświadczony ekstremalnym sytuacjami ksiądz Knosała znalazł się w Europie w parafii Ufhausen (Fulda). Jak tylko trochę ochłonął tamtejszy biskup chciał go inkardynować czyli włączyć do swej diecezji.
Jak podkreśla za każdym razem ksiądz Knosała, gdy mów o tym na spotkaniach: „Moje miejsce jest w Brazylii, pewnie, że jest trudno. Przestępczość, bezprawie, nie poszanowanie bliźniego swego duże, ale to jest tylko jedna strona medalu. Rząd się stara ze swej strony temu przeciwdziałać, my z kolei ewangelizować. Właśnie, ewangelizacji, wiary temu krajowi i społeczeństwu brakuje. Od czasu odkrycia Brazylii (miejscowi mówią podboju) przez ojców Franciszkanów, kiedy to w 1500 roku wyszedłszy na brzeg Pedro Alvare Cabral postawił krzyż odprawił Mszę Świętą i pokojowo nastawionych autoktonów, mylnie wtedy nazwanych indianami zaczął chrzcić. Chrzczono, chrzczono, chrzczono, ale nie ewangelizowano. Teraz po wiekach spora część niemal 100% katolickiego społeczeństwa nie ma wiary, trzeba ją katechizować, ewangelizować, czasem od zera, po to my tam jesteśmy, ja tam wracam.
Po 6 miesiącach ksiądz Knosała wrócił do Salvadoru, właściwie do Fortaleze w stanie Ceara, tam gdzie przeniesiono jego biskupa. Były też tam siostry Elżbietanki, które założyły swoją formację i wybudowały sierociniec. Jemu też przyszło budować. Padre Manfredo wybudował jeszcze 2 kościoły i szereg kaplic. Pierwszy kościół w miejscowości Ikarai, drugi w Tabuba. W Fortaleze doczekał się emerytury w 2010 r. W 2011 r. został przeniesiony do Salinopolis, w nowej diecezji Castanhal, gdzie jest do dziś.
Padre Manfredo czy ksiądz Manfred Knosała w swoim gronie zwany też „Święty Wandruś” (to jeszcze przeniesienie familijne z lat gdy ciotka tak o nim mówiła kiedy jako seminarzysta przyjeżdżał na ferie do domu a właściwie na plebanię ) radośnie i z entuzjazmem mówi o „swojej” Brazylii, o pięknej tamtejszej przyrodzie, choć czasem zdradliwej, innej w każdym regionie, podobnie o faunie, o kontrastach narodowościowych, kulturowych, zwyczajowych, klimatycznych, kraju karnawału, samby, ale przede wszystkim jednej religii katolickiej której wyznawcy coraz liczniej są obecni w kościele, gdzie na swój radosny sposób wielbią Pana, co dla niego, „księdza na misjach” jest szczególnie satysfakcjonujące.
Padre Manfredo do Borek przyjechał w towarzystwie swego druha, na co dzień GOK-owca Helmuta Starosty, który pewnie to spotkanie nakręcił a miejscowa Rada Sołecka z sołtyską Weroniką Zawada przygotowała.

111.jpeg

222.jpeg