Trwanie w proteście

            Do której by podopolskiej miejscowości nie zajechać daje się od razu odczuć wzrastającą tendencję do komentowania, jak by to ująć?..., jakiegoś jawiącego się zagrożenia – a to grabieżą, a to aneksją, utraty swego, ubezwłasnowolnienia, itd. W niektórych gminach urosło to już do werbalnej i hasłowej na bannerach manifestacji publicznych, pełnych niechęci, wręcz wrogości wobec jawiących się w przestrzeni medialnej zakusów. O co chodzi? Co się stało?, że podopolska społeczność z natury spokojna i wyrozumiała (w przeszłości jak już, to do powstania, albo jak to było wiele lat później do obrony Opolskiego w Łańcuchu Nadziei przystępująca) tak reaguje, jest na „NIE!” dla takich zapowiedzi i przeciw temu, który za tym stoi. Tak to już trwa od 20 listopada 2015 r., takie trwanie w proteście.

            Trzeba przeczytać, może nawet dwa razy artykuły – wywiady z prezydentem Opola Arkadiuszem Wiśniewskim, z tego dnia i kolejnych, by próbować pozbyć się wątpliwości o co chodzi w tym „klarownym” wyłuszczaniu powodów konieczności zmian wg. jego wizji. Zmian, po których ma nastąpić wielki rozkwit Opola, w tym nowych dzielnic utworzonych z wiosek podopolskich gmin.

            W 2020 r. budżet Opola miałby wynosić 1 miliard zł (obecnie trochę ponad 700 milionów), miasto miałoby mieć 150 tys. mieszkańców (obecnie 119 tys.), zero bezrobocia, mnóstwo znaczących inwestycji, centra przesiadkowe by się w wielkiej metropolii móc poruszać, MPK docierające do wszystkich włączonych wsi, zniżkowe bilety za złotówkę do ZOO, na basen i wiele innych bonusów oraz niższe niż gdzie indziej podatki. Włodarze Opola będą jeździć po świecie w poszukiwaniu kolejnych inwestorów, a na miejscu wydawać miliony na uzbrojenie terenów, sporządzanie dokumentacji i promować stolicę Opolszczyzny, a przy tym wszystkim wykorzystywać kontakty w Warszawie. Według tego wywodu pana prezydenta ościenne gminy nie mają takich możliwości, a to co dotychczas wybudowały i to, co mieszkańcy dodali budując to i owo, dla nich, tzn. dla samorządnych gospodarzy gminnych może być wielkim problemem, niszczącym ich budżety gminne. Tego nie można tak zostawić, trzeba gminy uchronić przed widmem upadku i zapewnić im w/w dobrodziejstwa, szczególnie zniżkowe bilety do ZOO i na basen.

            Aby wizjonerskie plany się powiodły, trzeba tylko ościennym gminom zabrać wioski przyległe do Opola (są to na ogół te względnie dobrze zurbanizowane i znacznie określone w planach rozwojowych gmin: Dobrzeń Wielki, Dąbrowa, Komprachcice, Pruszków, Turawa). Według skorygowanego planu chodzi o wioski (całe, lub po części): Czarnowąsy, Krzanowice, Świerkle, Brzezie, Borki, Sławice, Wrzoski, Karczów, Chmielowice, Winów i kawałek Zawady. Przede wszystkim jednak trzeba sprawić, by Elektrownia Opole z Brzeziem znalazły się w granicach Opola (a więc daleki wypad na północ od miasta), tylko że po drodze jest jeszcze kilka wiosek, które w tym momencie z konieczności trzeba przejąć. Podobnie ma się w kwestii przejęcia obszaru na którym leży centrum handlowe Turawa Park. Nie jest przy tym nic wspomniane o zagrożeniach dla obszarów w ogołoconych w ten sposób gminach, pozbawionych podstawowego zasilania w środki budżetowe.

            Tymczasem namierzone podopolskie wioski, gminy ciągle trwają w proteście. Czyżby nie wierzyły prezydentowi i jego totumfackim, co się wyraźnie uwidacznia w Gminie Dobrzeń Wielki. Tu ludzie w mig zrozumieli o co pewnie w tym prezydentowi chodzi, że np. nie mając innego pomysłu wygospodarowania środków potrzebnych na realizację swojego planu przyjął sposób stary jak świat: komuś wziąć, by sobie polepszyć, a jeżeli od tego biedakowi zdechnie jeszcze krowa, czytaj: posypie się gminna ustabilizowana gospodarka, cóż to jego zmartwienie.

            Mieszkańcy złoszczą się, że bez jakichś wcześniejszych sygnałów doczekali się takiego zaborczego ataku, zaskakującego pod każdym względem. Zaskoczeni są włodarze gmin, którzy nota bene działając wspólnie dla dobra szerszego rozwoju w ramach Aglomeracji Opolskiej zasiadali do stołu obrad także z włodarzem Opola, jak apostołowie, tyle że nieświadomi, że ten ostatni skrycie od miesięcy szykował im „Ostatnią wieczerzę”. Złoszczą się, pomstują, że ot tak mają przystać na zawłaszczenie elektrowni i zaakceptować argumentację, że tym sposobem sprawiedliwości stanie się zadość, bo przecież ten olbrzymi zakład został wybudowany za państwowe pieniądze, czyli wszystkich obywateli kraju. A czy państwo w Opolu nic nie wybudowało? – pytają ciągnąc dalej i akcentując: a gdzie byli ci wszyscy mądrale, gdy my w czasie ciągnącej się przez wiele lat budowy elektrowni (miała być uruchomiona w 1978, a stało się to dopiero 15 lat później) doświadczyliśmy różnych trudnych sytuacji? Wcześniej wielu wywłaszczono z gruntów potrzebnych na budowę, niektórzy w ogóle musieli się wynieść, później sporo dróg zostało zajeżdżonych tak, że normalna komunikacja była niemożliwa, zaczęło brakować wody, bo w gruncie opadła. Wszystko to musiała gmina naprawiać, albo zapobiegać dalszemu pogarszaniu się sytuacji. Gdy zbliżało się uruchomienie elektrowni w miejscowościach okalających ją zapanował wręcz strach, że w przyszłości gdy ruszy, to w promieniu 15-stu kilometrów zniszczy wszystko, tzn. wyziewy z komina o dużej zawartości związków siarki i cięższe frakcje opadając zniszczą florę i faunę, a ludziom nie sposób będzie w takim środowisku żyć, brali pod uwagę emigrację, mało kto w wielokilometrowym promieniu wokół elektrowni coś budował. O zagrożeniach pisały gazety, w tym Trybuna Opolska. Przykłady jak to się miało wokół innych elektrowni tylko te obawy potwierdzały. Na szczęście nastąpiły zmiany ustrojowe i lokalne autorytety mogły więcej zdziałać, ks. biskup Alfons Nossol (kuria Opolska), Henryk Kroll (Mniejszość Niemiecka) i Ryszard Zębaczyński (Wojewoda Opolski) wsłuchując się w głos mieszkańców dotkniętych problemem dogadali się i doprowadzili do tego, że sprowadzono i zainstalowano nowoczesną instalację oczyszczania spalin w elektrowni dając przykład jak należy działać w sprawach wielkiej wagi. Ci, którzy mieszkali poza zasięgiem toksycznej emisji jakby byli radzi, że nie są „uszczęśliwieni elektrownią”, trakcjami energetycznymi „na wieki” skazującymi wiele set a może i tysięcy hektarów na wykorzystanie tylko rolnicze i to w ograniczonym zakresie. Mieszkańcy gminy Dobrzeń Wielki mając to wszystko za sobą dziś elektrownię uważają za swoją i fakt, że teraz, gdy wszystko jest poukładane i ktoś chce elektrownię zagarnąć (bo nie przestawić i postawić u siebie w mieście) uważają za wielce niesprawiedliwe.

            Niektórzy z mieszkańców, sięgający wiekiem i pamięcią jeszcze dalej, dzisiejsze zakusy nazywają, trochę w nerwach, wprost: to taki Anschluss (zagarnięcie), bo się komuś Lebensraumu (przestrzeni życiowej – gospodarczej) zachciało. To smutne, że tak podobnie się to kojarzy, może się okazać, że w końcu Opolu zależeć będzie tylko na elektrowni, no to pewnie zostanie wytyczona jakaś eksterytorialna droga do niej, jak kiedyś zamierzano do Gdańska. Ewidentnie chodzi o elektrownię, a właściwie o to, co Gmina Dobrzeń Wielki ma z jej podatków, czyli ponad 20 mln zł. Jak to w ogóle jest konstatują pytająco: prezydent raz twierdzi, że taka suma wobec budżetu Opola przekraczającego 700 mln zł nic nie znaczy, co ma świadczyć, że o kasę mu nie chodzi, a w drugim zdaniu kwestionuje, czy aby to uchodzi (jest sprawiedliwe), żeby mała wiejska gmina miała takie pieniądze? Powszechnie wiadomym jest, że nie idą one tylko na gminne potrzeby. Gmina dokłada się do budowy i przebudowy powiatowych i wojewódzkich dróg, ścieżek rowerowych i chodników przy nich powstających, dotuje znaczącymi kwotami konserwację zabytków, realizuje zakupy sprzętu OSP, Policji, itd. Są to działania jakby poza gminne.

            W kwestii rozwoju nowych dzielnic Opola powstałych z wchłoniętych wiosek, gdyby jako przykład wziąć Wróblin, to w tej materii włodarze miasta nie specjalnie mają się czym pochwalić, delikatnie rzecz ujmując. Tamtejsi obywatele wyrażają się o tym znacznie ostrzej.

            Młodzi manifestują, protestują głośno i zdecydowanie. Znaczna część z nich wiąże swoją przyszłość z ojczystą podopolską ziemią. Chciała by żyć w harmonijnie rozwijającym się środowisku swych ojców i dziadów. Dla nich te wszystkie zabiegi emanowane z Opola są nie fair, a przytaczana przy tym argumentacja to ściema. Są przekonani, że miasto ma jeszcze sporo niezagospodarowanych terenów, a to że prezydent skarży się, iż nie może odkupić 14-sto hektarowego, uzbrojonego przez miasto kawałka ziemi od sióstr bo te zbyt dużo chcą, to po prostu porażka. Jak to jest, że obywatele z ościennych, wiejskich gmin mają zrozumieć prezydenta, uwierzyć mu że chce dobrze także dla nich i mimo, że chce ich wpierw oskubać, a siostry na hasło „rozwój Opola” są obojętne, może one po prostu więcej wiedzą?

            Protestują wszystkie środowiska: prości ludzie, rzemieślnicy, przedstawiciele oświaty, inteligencja, urzędnicy, ludzie biznesu, młodzież. Daje się w tym dynamicznym ruchu odczuć silną jedność. Wszyscy manifestują jednym głosem, także świerklanie – mieszkańcy wioski postrzeganej powszechnie jako grzybowe eldorado, a od niedawna także jako przyszła pomidorowa potęga. W tym proteście zdecydowanie zabrzmiało oświadczenie strategicznego inwestora przygotowującego się do budowy w Świerklach swego wielkiego przedsiębiorstwa ogrodniczego na obszarze 130-stu hektarów (w tym prawie 80 hektarów pod szkłem) – „Grupy Producentów Owoców i Warzyw T. Mularski”, w którym informuje, że jeżeli Świerkle zostaną włączone do Opola, to on rezygnuje z budowania. Brzmi to dramatycznie zważywszy, że zdeterminowany przez 7 lat zabiegał o grunty na swoje przedsięwzięcie, zakończone sukcesem, bo zaakceptowanym scaleniem gruntów. Nie było to łatwe także dla świerklan, którym czasami żal było pozbywać się swoich włości, ale poszli na ugodę, dali zielone światło dla budowy szklarni i dziś choć jeszcze jej nie ma, uważają ją poniekąd za swoją. Czy ta i podobne do niej sytuacje w podopolskich gminach, protesty itd. dadzą prezydentowi do myślenia? Czas pokaże. Czas też pokaże jak dalece sprawa podzieli i skłóci społeczeństwo, przede wszystkim wieś z miastem, albo odwrotnie, czego przejawy już można zaobserwować. Kto weźmie za to odpowiedzialność? Występujący z planem wchłonięcia wiosek przez miasto, czy broniący się przed tym: protestując, manifestując, prezentując różne hasła, póki co lekkie w treści np. „Cała gmina zawsze razem”, „Nie oddamy gminy, nasza ona jest”, „Nie dla podziału gminy”, „Nie chcemy do Opola”, „Nie dla Opola”, czy np. „My Świerklanie Manifestujemy, w Gminie Dobrzeń Zostać Chcemy”, ale skandowane są też takie: „Panie W. ręce precz od Gminy Dobrzeń Wielki”, „Przestańcie rabować, zacznijcie pracować”. Dynamika procesu utrzymuje się, tak jak plakatowanie bannerami, zebraniami w sołectwach, wyjazdami na manifestacje wspierające do miejsc symbolicznych dla podmiotów podobnie zagrożonych aneksją.

            Ciągle nie jest jasne, czy prezydent Opola zapowiadający konsultacje społeczne, by przekonać mieszkańców miejscowości, które chce włączyć do Opola, uszanuje ich wynik, gdy okaże się, że jest niekorzystny dla niego i jego propozycji, bo zaznaczając, że rząd, który ostatecznie o takich sprawach decyduje nie orzeka wbrew lokalnym społecznościom, ale on wniosek o powiększenie Opola jednak do niego wyśle. Już w tym momencie rodzi się wątpliwość, czy prezydent jest szczery i będzie trzymał się zasad. Mało kto wierzy w nagły skok rozwojowy Opola, które miało by się stać w efekcie wchłonięcia iluś tam wiosek wraz z Elektrownią Opole. Takie proste przełożenie wydaje się raczej być wątpliwe. Zbyt wiele jest w tym uzależnień i ryzyka choćby z takiego względu, że np. okrojona z kilku wiosek Gmina Dobrzeń Wielki, na dodatek także z elektrowni (można założyć, że przede wszystkim) raz, że gospodarczo kompletnie upadła by, dwa, że zbyt mała została by cała, albo w częściach przypisana innym gminom, a wtedy gmin byłoby mniej na tyle, że powiat nie miałby racji bytu, co skutkowało by rozpadem województwa, co w praktyce oznaczało by podział na części i przydzielenie ich do sąsiednich województw, lub utworzenie jakiegoś nowego tworu, a przecież tego nie chce jak zapewnia pan prezydent Arkadiusz Wiśniewski, nie chcemy także tego my podopolscy patrioci lokalni, jak i miastowi.

 

 

 

                                                                       J. Moczko – Świerklanin