Zwieranie szeregów w obronie gminy

W Gminie Dobrzeń Wielki realizowana jest seria spotkań mieszkańców, po kolei w każdej z 9 jej wiosek. Problematyką wiodącą tych zebrań jest kwestia organizowania się w obronie przed podziałem gminy i przydzieleniem części jej wiosek miastu Opole. Świerklanie nie zawiedli, według listy obecności było ich na Sali Wiejskiej ponad 100. Do nich przemówił wpierw Wójt Gminy Dobrzeń Wielki Henryk Wróbel, odnosząc się obszernie do aktualnej sytuacji, w tym zamiarów i poczynań prezydenta Opola – Arkadiusza Wiśniewskiego, który nie patrząc na stanowcze „NIE!” zainteresowanej społeczności chce i bezwzględnie zmierza do aneksji „namierzonych” wiosek ościennych gmin, w tym głównie Gminy Dobrzeń Wielki. Wójt przytoczył też w zarysie całe spectrum prowadzonych działań w obronie i zamierzeń w tej kwestii w najbliższym czasie. Zaapelował o liczny udział w manifestacji, która ma się odbyć 15 kwietnia. W podobnym tonie, ale z uwypukleniem innych meandrów odniósł się do sprawy Przewodniczący Rady Gminy Dobrzeń Wielki – Klemens Weber. Natomiast o samych protestach i planowanej manifestacji więcej powiedział ich moderator Rafał Kampa, podkreślając najważniejszy ich czynnik, czyli liczny udział zainteresowanych. Nie zabrakło też świerklańskiego głosu, w tym przypadku radnego Józefa Moczko, który zaapelował również o liczny udział świerklan w planowanej manifestacji 15 kwietnia, choćby np. taki, jak na tym zebraniu, bo jak się okazuje tak trzeba, tym bardziej gdy się spojrzy na problem ze świerklańskiej perspektywy. Prezydent Wiśniewski już parokrotnie dal sygnały, że podobają mu się świerklańskie scalone hektary (ok. 140 hektarów), na których planowana jest uprawa pomidorów pod szkłem, według niego szkodliwa dla świerklan, choćby ze względu na jasność nad nią – tzw. lampę, dając tak naprawdę świadectwo, że na nowoczesnej hodowli pod szkłem się nie zna. Świerklanie na co dzień oglądają taką lampę nad Opolem, i co? Jakoś to nikomu nie przeszkadza. Wiadomo jest też już, że prezydentowi Opola nie można ufać, i że nie liczy się z niczym i z nikim. Kto wie, jaką niespodziankę może zgotować w miejscu, gdzie mają spokojnie rosnąć pomidory, może tak uciążliwą, że trzeba się będzie ze Świerkli wyprowadzić, dołączając do uchodźców. Podobne odczucia zdaje się również prezentować sołtys Jan Chmiel i parę „głosów” wspierających z sali. Duch więc jest, trzeba się tylko znacząco ruszyć.

                                                                       J. Moczko – Świerklanin

P4040900.jpeg

 

P4040902.jpeg

 

P4040908.jpeg

 

P4040909.jpeg

 

P4040911.jpeg

 

P4040912.jpeg