Z wizytą w Chróścicach

zatler.jpeg

         Pojęcie „Zatler” (satler) wśród starszych mieszkańców w Chróścicach ma tylko jedno skojarzenie. Wywodzi się z historycznie wykształconego charakteru miejsca, a dokładnie z uprawianego w tym miejscu przy ulicy Dąbrowa (kiedyś Breslauer Strasse) rzemiosła, vis a vis GS-u i firmy Wekon. Dla przechodzącego obok są to przede wszystkim dwa obok siebie stojące domy przynależne miejscu (widoczne na współczesnej fotografii).

         Historia Satlera – Grzonki ma swój początek „w domu” z prawej strony w kadrze, niedawno wyremontowanym (przebudowanym). W nim to w latach 20-tych ubiegłego wieku po uzyskaniu  „Dyplomu Mistrzowskiego („Meisterbriefu”) Simon  Grzonka otworzył swój warsztat i kantorek – sklep. Na zdjęciu z tego okresu widać go pod szyldem Satler u. Tapezierer Simon Grzonka (Rymarz i Tapicer Szymon Grzonka). W przodzie (od lewej): żona Simona – Zofia, Simon Grzonka z najstarszym dzieckiem Antonem na rynku, następnie dwóch uczni z których jeden jest od „Groufów z pola” (Kupczykowie z Babiego Lasu), za płotem klient.

zatler 4.jpeg

         Simon Grzonka prosperował przy głównym trakcie, roboty miał sporo, więc trochę grosza uzbierał. Zbudował obok nowy dom (na współczesnej fotografii ten z lewej w kadrze) a w nim sklep dość okazały. Wynajął go swemu kuzynowi Konstantinowi Grzonka, który zamieszkał na miejscu. Na zdjęciu z lat 30-tych XX wieku sytuacja przed tym sklepem. W przodzie (nie wszyscy rozpoznani) od lewej: służąca nauczycielskiego małżeństwa (być może jest to para stojąca obok), pierwszy z prawej to Konstantin Grzonka. Jak widać na zdjęciu sytuacja jest rozwojowa, bo w szczycie domu witryna jeszcze bez figury (w tym momencie była już zamówiona) a szyld sklepowy nie dokończony. Będzie później taki: Kolonialwaren Konstantin Grzonka. W tym sklepie każda gospodyni mogła kupić wszystko co jej na co dzień było potrzebne. Powszechnie nazywano go więc zwyczajowo „Emma – Laden” (w kraju niemieckim takie sklepy określa się w ten sposób do dziś). Dla odróżnienia, że chodzi o ten sklep, albo o tych co z tego domu, a nie kogoś od „satlerów” mówiło się wtedy „u Foltynków” albo „od Foltynków”. Jak mówią starsi Konstantin trochę huliganił. Popadł w długi i musiał zrezygnować ze sklepu. Przejął go ktoś inny. Po wojnie jakiś czas był jeszcze czynny. Gdy na przeciwko wybudowano GS, odnajęto mu go i został w nim zorganizowany skup jaj.

         Z kolei Simona Grzonkę – Satlera w 1945 roku sowiety zabrały jak wielu innych z wioski do siebie na roboty. Już w drodze zmarł bo był chory. Interes przejął jego syn Józef, którzy też zdobył Dyplom Mistrzowski (już za polskich czasów) w tym samym fachu i ze zmiennym szczęściem zależnym od życzliwości władz względem prywatnej inicjatywy funkcjonował w zawodzie do 2000 roku.

         Dziś po jednym i drugim interesie śladów zewnętrznych nie ma. Zostały wspomnienia i ciągle funkcjonujące jeszcze określenie „Zatler”. Jest to taka sama kolej dziejów jaka dotknęła obecnie kwitnący kiedyś GS vis a vis przygasających Satlerów i Foltynków. „Ponoć” we wrześniu ma być definitywnie rozwiązany.

 

 

                                                        J. Moczko - świerklanin