Ostatni taki? teatr w Kup

ostatni taki teatr w kup.jpeg

W połowie lat 60-tych w środowiskach poza miejskich „młodzi gniewni”
chcąc się twórczo wykazać na forum publicznym u siebie czy szerzej w okolicy
skazani byli na opiekuńcze skrzydła jakiejś właściwej organizacji. Po prostu tak
było i jakoś do tego przywyknięto przez 20 powojennych lat. Było się w ZMW,
znało się idee, znało się hasła, czasami w szeregach z transparentami
odfajkowało się obecność, ale najbardziej chciało się coś robić, coś pokazać od
siebie dla środowiska.
Podobnie było w Kup. Tam młode pokolenie swe dyskusyjne centrum
miało w „Klubie Ruchu” (w budynku restauracyjnym gdzie była również Sala
Wiejska). „Chińczyk”, „Domino”, „Karty”, „Flirt”, czy „Bierki”, te same tematy
jakoś tak mu spowszedniało. Ktoś zaproponował – a może byśmy założyli kółko
teatralne? – i tak się stało – wspomina ówczesna przewodnicząca koła ZMW w
Kup Anna Kuta. Założyliśmy przy kole ZMW Kółko Miłośników Teatru
pod „ekstrawagancką” nazwą „Chochlik”. Jeździliśmy do Opola na spotkania z
aktorami, reżyserami innymi ludźmi sztuki. Podwoził nas autobus z opolskiego
teatru. Spotkania, rozmowy, dyskusje a przy tym częsta obecność w Zarządzie
Powiatowym ZMW, z którym mieliśmy dobre relacje nie tylko te „po linii”.
Tam któregoś razu zetknęłam się z Gintrem Grzesikiem (Grześ). Słowo do
słowa i padło: „no to zrobimy u was teatr”. Grześ – człowiek dotknięty teatrem,
na co dzień operator w Kinie Odra – instruował, ja biegałam, organizowałam.
Wszyscy miłośnicy teatru kupskiego koła byli ze mną, weszli w to z
entuzjazmem, pomagali. Stanęło na tym, że wpierw zagramy sztukę Aleksandra
Fredry „Posażna jedynaczka”. Rozpisałam role i wszyscy wkuwali.
Proste sprawy omawialiśmy w Klubie Ruchu, a próby odbywały się na
piętrze w Sali Wiejskiej. Równocześnie sami robiliśmy scenografię, dekoracje i
kulisy. Ktoś z nas przyniósł jakieś meble „antyczne”, jakiś obraz, maszynę do
szycia, dywan itd. Stroje wypożyczyliśmy z teatru w Opolu. W
chwilach „zwątpienia” mobilizująco działał na nas Grześ. Znał rzemiosło
aktorskie i dobrze sobie z tym radził i nas w naszym teatrze prowadził. Pierwsze
przedstawienie w Kup w Sali Wiejskiej, pełna sala i „my „ na scenie. Choć
sama nie grałam, mocno to przeżywałam, ten teatr to było moje dziecko. Ludzie
bili brawo długo, długo, długo. Byliśmy wszyscy tacy szczęśliwi. To był rok
1967. jeszcze parę razy zagraliśmy w Kup i później ruszyliśmy w turnee po
okolicy. Tam gdzie były sale w : Brynicy, Łubnianach, Popielowie, Ładzy,
Kaniowie, Siołkowicach, Chróścicach itd. Nie powiem – czasem byliśmy
mocno utrudzeni. Zawsze woził nas ktoś traktorem, albo z Kółka Rolniczego
albo ze Szpitala, na przyczepie razem z całym teatralnym bałaganem,
najczęściej chyba Martin Wagner. Niektórzy jechali rowerami. W następnej

odsłonie mieliśmy wystawić sztukę „Świeczka zgasła” również Aleksandra
Fredry, przygotowania szły normalnym trybem, ale już pojawiały się jakieś
animozje. Ktoś miał jakieś wątpliwości, coraz częściej kogoś brakowało. Tak do
końca nie wiem dlaczego nasz teatr upadł. Taka wspaniała grupa: Maria Tront i
Łucja Tront, Krystyna Malucha, Gertruda Dulich, Maria Stanik, Ginter Grzesik,
Krystian Statnik – świetny komediant, Bernard Sowada, Zygmunt Turek, Piotr
Stanik, Edward Włodarczyk i moja skromna osoba i ciągle z nami obecny w roli
konferansjera Manfred Kociok. Zostały wspomnienia, zdjęcia i taka jakaś
radosna satysfakcja że coś takiego udało nam się zrobić.
Na zdjęciu scena ze sztuki „Posażna jedynaczka” przy stole od lewej:
Zygmunt Turek, Maria Tront, Ginter Grzesik i Bernard Sowada.
To samo kupskie pokolenie teatralne wcześniej – jeszcze w podstawówce
też grało sztuki i to jakie, pewnie dlatego łatwiej im w Kółku Miłośników
Teatru poszło, ale o tym innym razem.

J. Moczko – świerklanin
(współpraca Anna Handzik)