Brynicki teatr Jana Polaka

Po paru latach ciszy teatralnej w Brynicy wena do grania teatrów
wykształcona pod szyldem Kiljanów (o. Kiljan, siostry Pelagia i Zuzanna) nie
wygasła, choć czasy były nie lekkie i mimo, że zaczęły się pojawiać pierwsze
telewizory z parogodzinnym programem w jakiejś części teatralnym. Przy
ewidentnej jego skromności ktoś z inicjatywą kulturalną mógł z
powodzeniem „porwać na scenę” młodych i starszych. Znalazł się „taki”.
Było to już za czasów ks. Proboszcza Stefana Nogaja, który w styczniu
1959 roku przejął po ks. Koptzu parafię. Parę miesięcy później na farze pojawił
się niespełna 20-letni przystojny kruczowłosy młodzieniec i został. Szybko
nawiązał kontakt z młodymi w Brynicy, których dziwiło trochę, że „Jasiu” choć
mieszka z księdzem, pewnie bliskim krewnym, stroni od kościoła. Ale może
tacy „artyści” już tak mają – myśleli, tylko scena, świat sztuki i takie tam.
Razem z nim snuli plany teatralnego odrodzenia. Po jakimś krótkim czasie Jasiu
znalazł lokum i pracę w Opolu (ponoć w WDK) i tam się przeniósł. Bywał w
ciągłym kontakcie z zapoznanymi bryniczanami, często zaglądał do Brynicy i
kontynuował zamysł. Powstała grupa teatralna, która wybrała na początek
sztukę „Karpaccy Górale” Józefa Korzeniowskiego. Dla Jasia – Jana Polaka
była to poniekąd praca na delegacji.
Już przy pierwszych próbach widać było, że zna się na rzeczy. Wszystko
szło jak z płatka, a sztuka była trudna w realizacji. Grali ją wpierw na scenie u
siebie w sali u Cebuli (u Slabika), a później w okolicznych wioskach i tak przez
dwa sezony jesień – zima. Teatr funkcjonował jakby przy brynickiej szkole.
Tam odbywały się próby, tam się zbierano, omawiano bieżące problemy.
Pewnie tak bardziej pasowało, bo w teatrze grał także nauczyciel Sereda.
Gdy się sztuka trochę ograła, na warsztat wzięto następną - „Milion” się
nazywała. Stosownie do obsady zmienili się aktorzy. Pojawiły się nowe twarze,
nowe talenty. Niektórzy odeszli.
Na zdjęciu bohaterowie „Miliona”, których grali kolejno (od góry z
lewej): Stanisław Sereda – nauczyciel, Urszula Lisowski, Marta Kałuża, Róża
Sosna, Zygbert Polok, Franciszek Spisla, Maria Nalewaja, Gerhard Kurz. I znów
przedstawienia w Brynicy i okolicy.
Jan Polak trochę przeciągał sezon, widzów proporcjonalnie do tego
ubywało. Podobno wytknął to im za którymś razem i tak jakoś wszystkie strony
dały sobie spokój z występami, a Jasiu odtąd omijał Brynicę. Ale w podglebiu
aktorskim grupy gotowość nie zanikła, choć profit z przedstawień był żaden.
Za wypożyczenie strojów z opolskiego teatru trzeba było, za wynajem sali i
transportu tak samo. „Jechało się” po kosztach.
Dobrze zorganizowana i otrzaskana grupa kolejny sezon rozpoczęła bez
swojego reżysera i menadżera. Więcej jednak występowała poza Brynicą na
licznych wyjazdach i tak jak kiedyś z powodzeniem. Byli wokół niemal we

wszystkich miejscowościach, gdzie tylko była do dyspozycji sala wiejska.
Ks. proboszcz Nogaj tymczasem popadł w konflikt personalny z
niektórymi parafianami (ponoć miała nawet miejsce sprawa sądowa) przy tym
pojawiły się jakieś rewelacje odnośnie pochodzenia Jana Polaka i tak zrobiło się
jakoś nijako. Aż tu we wrześniu 1963 roku ks. proboszcz Stefan Nogaj wyjechał
za granicę i tyle o nim słyszano. Podobno parę lat później wyjechał za nim
również Jasiu.
O Janie Polaku do dziś mówi się różnie. Zawsze jednak z podkreśleniem
jego fachowości i wysokim poziomie jego – brynickiego teatru. Nowe otwarcie
bez kogoś takiego było by raczej trudne. Ktoś się jednak objawił, miejscowy, z
jeszcze większą pasją i powstał teatr pod Egidą brynickiej OSP, ale o tym innym
razem.

J. Moczko - świerklanin