Patronowie ulic – ulica o. Scheitzy

szajca.png

Ojciec Rochus Scheitza SVD urodził się 7 maja 1880 r. w Dobrzeniu Wielkim w
wielodzietnej, acz dobrze stojącej rodzinie Andreasa Scheitzy i jego żony Johanny z.d.
Adamietz ukochanym „Beniaminkiem”, także dlatego, że był to już czwarty jego syn, któremu dał na
imię Rochus. Z siedmiorga dzieci z pierwszego małżeństwa z Hedwig Swiec zmarł pierwszy
Rochus w wieku 4 lat (wcześniej zmarła Eva – pierwsze dziecko, w drugiej minucie życia). Z
drugiego małżeństwa z Elizabeth z.d. Lellek (Elizabeth była tak jak matka pierwszej żony
Andreasa – Hedwig, z.d. Lellek – młynarze z Kup) zmarł „jedynak” – drugi Rochus,
przeżywszy parę miesięcy matkę, która zmarła krótko po porodzie. Z trzeciego małżeństwa z
Johanną kolejny, już trzeci Rochus, 13-te dziecko Andreasa, zmarł w wieku 3 lat.
Różnice wiekowe rodzeństwa „Beniaminka” były pokoleniowe. Najstarsi bracia i
siostry byli już na swoim, inni byli na tej drodze. Większość obrawszy sobie status kupca
(Kaufmanna) w rozumieniu sklepikarz, sprzedawca i handlowiec za życiową właściwość.
Ojciec (ur. 1816 r.) wszystkich jakoś zaopatrzył, albo zapisem gruntu na jakiś „Bauplatz”
(działka budowlana) lub opłatą nauki. Wiele go to kosztowało życiowego wysiłku. Rochus,
najmłodszy w familii już jako młodzian, uczeń w miejscowej szkole ludowej widział to i
darzył ojca wielkim szacunkiem. Wiedział, że już za młodych lat nie miał on lekko. Ciężko
pracował wraz z licznym rodzeństwem na ojcowiźnie – gospodarce Scheitzów – „Bauerów”,
że po wojsku postanowił sam o siebie zadbać. Został flisakiem. Domem na długie tygodnie
był mu malutki szałasik na jednej z paru spiętych ze sobą tratw z bali, płynących sznurkiem z
prądem Odry, oszczędzał zarobiony grosz, za który później kupił małą parcelę budowlaną. W
którymś momencie, po wielkim pożarze kościoła parafialnego i sporej części wioski (1832 r.),
gdy przyszła pora do odbudowy (wpierw musieli się odbudować pogorzelcy we wiosce)
„pełnił wartę” – pilnował placu pełnego materiałów budowlanych i tego, co ze starej materii
pozostało. Po przystępnej cenie odkupił ocalałe, trochę osmalone elementy drewnianej
konstrukcji i z tego postawił „na swoim” mały domek w 1842 r. (później wiele razy
nadmieniał, że czuł się jakby mieszkał w kościele). Mógł się już ożenić. Krótko po ślubie
otworzył interes z towarami korzennymi i małą masarnię (Specereiwaren u. Fleischrei). W
interesie jak to w interesie, raz lepiej, raz gorzej, zaryzykował pożyczkę 100 talarów za które
kupił w młynie w Brzegu mąkę i nią, a także wypiekami z niej handlował. To był wieloletni
sukces, który dał rodzinie siłę nie tylko na przetrwanie, ale na dobre funkcjonowanie, mimo
jako 17-te, ostatnie wielu nieszczęść, które ją dotykały. Dodatkowym atutem Andreasa – ojca było jego pogodne
usposobienie, nie opuszczający go humor i to, że wódki do ust by nie wziął, fajkę lub cygaro
owszem tak, namiętnie. Dzieci przybywało. Z myślą o nich kupował nowe grunty, mogące się
nadawać na budowę i pola. Najwięcej na tzw. Sodownie i Surowcu – Ameryce, to był kapitał
po części na ich zaopatrzenie.

Szacunek dla ojcowskiego wysiłku to raz, ale dwa to ogląd życia familii. Dobrze sobie
radził o 18 lat starszy od Rochusa brat Albert (najstarszy z trzeciego małżeństwa ojca), który
w Siołkowicach miał już dwa sklepy, a zaczynał tam jako „kaufmann”, od najmu
pierwszego „na górce” (do dwudziestego roku życia, po ukończeniu szkoły ludowej w Brzegu
pracował u Lövenstama w Opolu, wpierw jako uczeń, później pomocnik. Rochus wiedział
też, że starszy o 3 lata brat Andreas (imiennik ojca) też jest na tej drodze, choć „po głowie
chodził mu stan kapłański”. Tak jak Albert miał już szkołę ludową za sobą, tak samo zaczął ją
w Dobrzeniu Wielkim, a ukończył w mieście, tyle że w Opolu. Tam też podjął naukę
kupieckiego rzemiosła, wpierw u Reginka, później u Proskauera. (Szło mu nieco gorzej niż
starszemu Albertowi. Do niego w Siołkowicach w końcu zawitał i prowadził samodzielnie
jego pierwszy sklep. W 21 roku życia utwierdził się w przekonaniu, że kapłaństwo to to,
czemu powinien się poświęcić. Pewnie jakieś znaczenie miało to, że młodszy Rochus był już
wtedy „za klasztorną furtą” w Nysie. Albert wstąpił do Zgromadzenia Salezjańskiego, gdzie
jako późno powołany został klerykiem, wyjechał do Ameryki Łacińskiej i tam został
wyświęcony na kapłana w 1919 r. Po latach jako prefekt, nękany tropikalną chorobą wrócił
pod ojczystą szerokość geograficzną przez Hiszpanię, gdzie miał się kurować, czas tam był
rewolucyjny i też gorąco). Jako prefekt, nauczyciel, katecheta i duszpasterz był wpierw w
Oświęcimiu, później w Mysłowicach, Krakowie i na Jasnej Górze w Częstochowie.)
Gdy Rochus skończył szkołę ludową pewny był swego wcześniej wykształconego
zamiaru o wstąpienie w stan duchowny, o kupiectwie ani myślał. Ojciec od dawna był za tym,
aby któryś z synów został kapłanem, a już na pewno „Beniaminek”. Kłopot w tym, że był już
w bardzo podeszłym wieku, nie dysponował środkami, które były konieczne na realizację
tego zamiaru, zasugerował więc Rochowi, by został nauczycielem. Kupił mu nawet skrzypce,
by zacząć naukę, traf chciał, że przy pierwszych naukach ktoś wspomniał, że w Nysie otwarto
gimnazjum duchowne w Zgromadzeniu Słowa Bożego, zwanego inaczej „Święty Krzyż”.
Rozmowa z ojcem była krótka i już 14 października 1893 r. stanął przed bł. o. Arnoldem
Jansenem – założycielem tego misyjnego zgromadzenia.

Po ukończeniu gimnazjum świeży abiturient wyjechał do Mödling pod Wiedniem do
seminarium międzynarodowego. Tam wpierw przez 2 lata studiował filozofię, a po
otrzymaniu habitu rozpoczął formację nowicjacką. W 1902 r. złożył pierwsze śluby zakonne,
a studia przybrały na rozmiarze i intensywności. A więc już nie tylko teologia, ale także
lingwistyka, etnologia, religioznawstwo, geografia, botanika, zoologia i języki nowożytnie.
Przy tym bardzo interesował się historią.
Śluby wieczyste złożył 21 grudnia 1905 r., a 24 lutego otrzymał święcenia kapłańskie
z rąk ks. biskupa Marshalla, pierwszą mszę św. odprawił w kościele św. Gabriela w
seminarium, a mszę prymicyjną po zdaniu egzaminów końcowych, gdy przybył do
ukochanego Dobrzenia Wielkiego w kościele parafialnym.
Zasadniczo ojciec Rochus Scheitza był ojcem misjonarzem, przygotowanym do
realizacji swej misji w obszarach niemieckojęzycznej pracy misjonarzy i pewnie z racji
swoich predyspozycji zakładano, że może być dobrym dydaktykiem internacjonałem,
właściwym w kształceniu przyszłych księży dla potrzeb diecezji mających w opiece
wspólnoty wielojęzyczne i wielonarodowe, np. na Śląsku i skierowano go na Uniwersytet
Jagielloński w Krakowie. Tam przez rok studiował język polski i literaturę polską, zgłębiał
nauki przyrodnicze i historyczne, po czym wrócił na Uczelnię Św. Gabriela, ale już jako
wykładowca anatomii, filozofii, języka polskiego i literatury polskiej. Po kilku latach pracy
został przeniesiony do seminarium w Bischofshofen Austrii, tam też był wykładowcą, ale i
wychowawcą, podobnie w Wiedniu aż do 1918 r., tzn. do zakończenia I Wojny Światowej.
Wraca na Śląsk, przez Nysę do Bytomia, gdzie zakłada dom misyjny na Wzgórzu Św.
Małgorzaty, bo wolą nyskiego Zgromadzenia Słowa Bożego tam miała powstać nowa
placówka.

W tym nowym miejscu o. Rochus Scheitza rozpoczął też pracę jako pisarz i redaktor.
Wydaje czasopisma: „Skarb rodzinny”, „Dzwonek Maryi”, redaguje „Kalendarz Królowej
Apostołów”. Rok później kard. Adolf Bertram przekazał mu dodatkowo redakcję „Posłańca
Niedzielnego” – pisma przeznaczonego dla Diecezji Wrocławskiej (tę szeroką pracę
redaktorską, realizowaną głównie w języku polskim prowadził przez 17 lat, aż do czasu
gdy reżim hitlerowski wydawnictwa religijne zamknął, wszystkie polskie i niemieckie).
To już była spora odpowiedzialność, przy tym wszystkim rozwijał w dalszym ciągu
zainteresowania historyczne, zwłaszcza te ojczystych stron, Śląska. Wiele czasu poświęcił
obecności Zakonu Premonstratensów na Śląsku, w tym w Czarnowąsach, wydał opracowanie
w j. niemieckim pt. „Die Prämonstratenser im Kloster Czarnowanz (Klosterbrück)”, opisał
dzieje Zakonu Sióstr Norbertanek. Po plebiscytowo-powstańczych uregulowaniach redakcja
w 1924 r. została przeniesiona do Rybnika, a ojciec Scheitza do Nysy, skąd redagował już
tylko „Posłańca Niedzielnego”, krótko był nawet rektorem Domu Św. Krzyża. W 1929
r. odwiedził Ziemię Świętą, po czym trafił do Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi
Panny w Kudowie Zdroju jako ich duszpasterz. W 1934 r. przybył do sióstr Jadwiżanek
w Czarnowąsach, prowadzących sierociniec, a kilka lat później dla sióstr Franciszkanek
w Groszowicach, gdzie przetrwał wojnę. W 1946 r. trafił znów do Nysy, aby podźwignąć
Dom Św. Krzyża, przygotować do przyjęcia młodzieży do seminarium. Od 1947 r. do końca
życia służył siostrom Elżbietankom, których Dom Macierzysty był opodal seminarium. W
międzyczasie zajmuje się redakcją, wykładami formacyjnymi, „konferencjami” i rozprawami
historycznymi. W 1956 r. obchodził swój złoty jubileusz kapłaństwa. Dalej pracuje. W 1959
r. wczesną wiosną zachorował ciężko na grypę. Po miesiącu wyszedł z niej, jednak mocno
osłabiony. Wróciła gorączka. 19 czerwca 1959 r. ojciec Rochus Scheitza SVD zmarł, w wieku
79 lat. W poniedziałek 22 czerwca miała miejsce główna uroczystość pogrzebowa w kościele
Matki Boskiej Bolesnej pod przewodem ks. biskupa ordynariusza Franciszka Jopa. Spoczął na
klasztornym cmentarzu.

W Dobrzeniu Wielkim, rodzinnej miejscowości oddano mu cześć i pamięć, nazywając
jego imieniem jedną z ulic (ul. o. Scheitzy).
Opracowania o. Scheitzy:

Kwiaty misyjne – (druk Bytom 1922 r.), Uroczystości misyjne – (Bytom 1923 r.), Moje

wspomnienia z Ziemi Świętej – (Posłaniec Niedzielny 1931 – 1932 r.), Kronika parafii

Wielko Dobrzyńskiej w zarysie – (Wrocław 1934 r.), Die Prämonstratenser im Kloster

Czarnowanz (Klosterbrück) – (Opole 1941 r.), Familien-Chronik – (Opole 1941 r.),

Premonstratenserinen im Kloster Czarnowanz – (rękopis z 1944 r.), Matka w Poezji Polskiej

– (rękopis z 1944 r.), Kronika parafii Żelazna, Premonstratensi u Św. Małgorzaty w Bytomiu

– (rękopis z 1954 r.), Kronika parafii Czarnowąskiej – (rękopis z 1955 r.), Kronika parafii

Chróścickiej – (rękopis z 1956 r.), Rekonstrukcja Zaginionego Nekrologu Czarnowąskiego,

Nowo opracowana Kronika Wielko Dobrzeńska – (rękopis 1957 r.), Stosunek Klasztoru

Czarnowąskiego do Kurii Biskupiej w Nysie i Wrocławiu, Perełki w poezji polskiej,

Wzgórze Św. Małgorzaty w Bytomiu – (rękopis z 1957 r.), Kronika parafii Dobrzeń Wielki –

(wznowienie z uzupełnieniami z 1995 r.).

Redagowane czasopisma:

Kalendarz Królowej Apostołów – (Bytom 1920 – 1924 r.), Skarb Rodzinny – (Bytom 1919 –

1924 r.), Dzwonek Maryi – (Bytom 1921 – 1924 r.), Posłaniec Niedzielny – (Wrocław 1922 –

1939 r.).

W swych dociekaniach historycznych o. Scheitza prześledził ogrom archiwalnych
zapisów, także tych dotyczących rodziny, pisanych po niemiecku i po polsku. Doszedł do
wniosku, że familia była internacjonalna, występowała wyróżniająco i to prawdopodobnie z
szlacheckimi korzeniami w kręgach niemieckich jako Scheitza, polskich jako Siejca. W
Dobrzeniu Wielkim była już z początku XVII wieku. Kiedy i skąd przyjechała nie udało mu
się ustalić.

Scheitzowie zaznaczyli swą obecność niemal w każdej okolicznej miejscowości,
szczególnie w tych wielkich i starych, jak np. Dobrzeń Wielki, Siołkowice, Chróścice, gdzie
są do dziś, ale i w tych mniejszych, jak Kaniów, czy Świerkle (wtedy Horst). Scheitzowie są
w kraju, są w Europie i na świecie. Intelektualiści, naukowcy, lekarze, ludzie interesu,
prawnicy, budowlańcy, duchowni itd., a także prości obywatele.
o. Scheitzy: „Familien-Chronik” i „Kronikę parafii Dobrzeń Wielki”, wywiady i dane z internetu)