Znany? ślązak

Ze Śląska do Rzymu   

Wertując strony seryjnego opracowania (wydano już 3 tomy) prof. Joanny Rostropowicz „Ślązacy od czasów najdawniejszych do współczesnych”, ciągle czuje się zaskoczony, że tylu zacnych i zasłużonych ludzi wydała ziemia śląska. O wielu z nich jeszcze do niedawna nic się nie pisało, nie mówiło. Skłamałbym, gdybym się upierał, że nie domyślam się dlaczego. Niektóre nazwiska brzmią znajomo, bo spotkałem je już przy różnych dociekaniach historycznych, natomiast całkiem swojsko pod  literką „W” zabrzmiało nazwisko Wilpert, bo wśród moich znajomych takie jest obecne. Pod paroma względami ta książkowa postać od razu pasowała mi do mojego znajomego, że się ośmielę – przyjaciela. Podobne receptory pasji czujące więcej i dalej, podobna lekko wspięta nad codzienność, nad powszechność otwartość i co ważniejsze podobny dar, talent wyrażania rysunkiem wykształconych przy tym wrażeń. Pewnie trochę „kadzę”, ale tylko trochę.

         Pomyślałem, zapytam go wprost, czy ten Wilpert – ksiądz prałat Józef Wilpert, wielki uczony z „encyklopedii” to jego – Artura Wilperta, mojego kolegi z Siołkowic - jakiś krewniak? bliższy?, dalszy? , czy coś wie?

         Jak zawsze uśmiechnięty przeszedł od razu do rzeczy: jeszcze z dziecinnych lat pamiętam, że czasami starsi wspominali o jakimś „ujku z Rzymu”. Mówili, ale wychodziło na to, że niewiadomo, czy któryś z nim się kiedykolwiek spotkał, wychodziło, że nie zapominał o rodzinie i jak było trzeba wspierał ją. Czasem dodawano przy tym, że był księdzem, a nawzajem sobie zadawane pytanie – co go skłoniło do wyboru takiej drogi życia? – jakaś konkretna odpowiedź nigdy nie padła.

         Z czasem zainteresowałem się krewnym, ciągle jeszcze dość tajemniczym i nie powiem, wraz z kolejnymi „odkryciami” nabierałem szacunku d jego osoby, bo oto okazywało się, że to wielki uczony światowego formatu, archeolog, badacz rzymskich katakumb, cmentarzy, grobów, malowideł, rzeźb i sarkofagów, coś jak odkrywca pierwszych śladów chrześcijaństwa w Rzymie. Coraz więcej o krewnym – wielebnym, profesorze Józefie Wilpercie wiedziałem. W końcu znalazłem się w Rzymie, miejscu jego badań i odkryć. Zaczerpnąłem, głównie fotograficznie, z ekspozycji jemu poświęconej. Mam też jego autobiografię, unikane wydanie Herdera w Freiburgu: „Erlebnisse und Ergebnisse im Dienste der christlichen Archäologie“, jeden z nielicznych egzemplarzy, które ocalały po pożarze wydawnictwa w 1933 r., wiadomo o jaki czas chodzi. Szczególnie teraz w czasie adwentu, kiedy to obrazy biblijne są bliżej nas, fascynuje mnie treść tego dzieła i bohater, któremu dane było odkrywać „pod ziemią” wnętrza, malowidła, elementy obrządkowe z pierwszych wieków chrześcijaństwa, po wielu wiekach uśpienia w podziemiach Rzymu.

         Ksiądz Józef Wilpert urodził się 21 sierpnia 1857 r. w Dzielowie k/Baborowa, jako drugie dziecko Anastazego i Marianny Wilpert. Miał starszego brata i trzy młodsze siostry. Do szkoły podstawowej uczęszczał w Dzielowie. Od 12 roku życia zamieszkał na stancji w Głubczycach i tam kontynuował naukę we franciszkańskim gimnazjum. Tam dojrzały jego filozoficzne i historyczne zainteresowania. Ukończył jeszcze jeden semestr studium przygotowawczego z filozofii w 1878 r. i został wcielony na rok do wojska.

         W 1880 r. rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne w Innsbrucku, po ich ukończeniu 2 lipca 1883 r został wyświęcony na księdza. Nie interesowała go jednak praca duszpasterska lecz nauka. Siebie nie widział w roli wikarego lub proboszcza. Pragnął zająć się archeologią chrześcijańską najlepiej w samym Rzymie. Za zgodą biskupa kardynała Fürstenberga z Ołomuńca wyjechał do Rzymu na dwa lata. Otrzymał stypendium w Campo Santo Teutonico – niemieckiej instytucji od czasów Karola Wielkiego mieszczącej się na terenie Watykanu (teren instytucji do dziś dnia należy do Niemiec) instytucji wspierającej duchownych pragnących kształcić się w Rzymie, oprócz stypendium udzielającej także lokum do zamieszkania. Przewodnikiem księdza Wilperta został ksiądz Giovanni Battista de Rossi zwany „księciem katakumb”. Lata badań mijały, ksiądz Giovanni zmarł, kolejny raz biskup Ołomuńcki przedłużył o dwa lata pobyt księdza Wilperta w Rzymie. Później o dekrecie odwołującym Wilperta z Rzymu dyplomatycznie zapomniano.

         Ksiądz Józef Wilpert miał już swoje dokonania i mógł już sobie pozwolić na opuszczenie Campo Sante Teutonico tym samym ustąpić miejsca kolejnemu podopiecznemu i zamieszkał jako sublokator u monsigniore Germano Straniero.

 

Badania, odkrycia, akademia

         Tak przedtem jak i później wyznawał zasadę, że to co już wielcy archeologowie zdefiniowali i napisali o rzymskich katakumbach często na podstawie jedynie mało dokładnych rysunków a nie z bezpośredniej autopsji, należy zweryfikować na miejscu w podziemiach wiecznego miasta. Wyzwanie wymagające samozaparcia heroicznej pracy i czasu. Ksiądz Józef Wilpert spędził pod ziemia, jak „kret”  bez mała 60 lat – kawał swojego życia, z uszczerbkiem na zdrowiu. Wszystko dla dobra nauki – jak sam przyznawał.

         W zimnych korytarz, z pędzelkiem, miotełką, lampką oliwną i notatnikiem, z początku bez jakichkolwiek środków finansowych, krok po kroku realizował badania. Już w pierwszych okresie zawędrował do katakumb świętego  Kaliksta – pierwszego celu badań, zasadniczego celu swych marzeń jak później zapisał. Odsłaniał, analizował i na nowo definiował znaczenie starożytnych malowideł i rycin w miejscach pochówków. W wielu wypadkach doszedł religijnych cech dotąd określanych w podręcznikach jako pogańskie, niechrześcijańskie. Samozaparcie, śląski upór pozwoliły mu dojść do sensacyjnych odkryć.

          Z początku XX wieku jego odkrycia stały się wręcz sensacją światową. Kręgi naukowe zaczęły doceniać jego pracę i finansować jego publikacje. Cesarz Rzeszy Niemieckiej Wilhelm II zdeklarował się wydawać jego kolejne tomy, można by rzec – stał się jego przyjacielem. Odtąd publikacje księdza Wilperta to były piękne kolorowe księgi drukowane w wydawnictwie Herdera we Freiburgu. Ilustracje to były rysunki Wilperta niesłychanie realistyczne, powstawały u źródła badań jako czarno- białe. Następnie były kolorowane z bardzo wiernym odwzorowaniem barw, na przykład malowideł czy mozaik. Tego dokonywał malarz artysta towarzyszący Wilpertowi. O etat dla tego osobistego malarza postarał się także cesarz Wilhelm II.  

         Gdy cesarz wybierał się akurat na śląsk ksiądz Wilpert czasem jechał z nim, by odwiedzić przy okazji rodzinne strony. Cesarz zostawał na przykład w Pszczynie, a „przyjacielowi” udostępniał automobil wraz z szoferem, by jak najszybciej i najwygodniej dotarł do rodziny w Dzielowie. Ksiądz Wilpert nie specjalnie był za tym bo nie chciał się wyróżniać, ale było to praktyczne. Ostatni raz do rodzinnego Dzielowa zawitał w 1919 r.

         Osiągnięcia księdza Wilperta w zakresie badań nad sztuka starochrześcijańską i katakumbami były epokowe i przełomowe i za takie uznawane są do dziś. Z pewnością dla nauki ważne było też to, że stworzył przy tym oddzielną gałąź naukową do studiów – archeologię chrześcijańską, wyodrębniając ją z archeologii ogólnej. Jego odkrycia, opracowania były przedmiotem studiów, z kolei studia przyczyniały się do nowej jakości badań, tak to się wzajemnie nakręcało. Ksiądz Wilpert  zdobył w świecie pozycję, której nikt nie ważył się kwestionować. Każda kolejna praca była równie genialna , wszystkie były podstawowymi materiałami na studiach archeologii chrześcijańskiej. Z tego ciągu jako dzieła fundamentalne można przytoczyć miedzy innym: „Podstawowe zasady archeologii chrześcijańskiej ze szczególnym uwzględnieniem badań Schultzego, Hasenclevera i Achelisa”, „Malowidła katakumb rzymskich”, „Rzymskie mozaiki i malowidła ścienne budowli kościelnych z okresu od IV do XIII wieku”, „Starożytne sarkofagi chrześcijańskie” i „nasze” „Przeżycia i wyniki pracy w służbie archeologii chrześcijańskiej, spojrzenie na 45-letnią działalność naukową w Rzymie”. Lista najważniejszych publikacji obejmuje 123 pozycje. Było też mnóstwo recenzji, omówień i polemik. Ksiądz Józef Wilpert ma też swój wkład w osiągnięciu wysokiej jakości druku obrazów (połączenie obrazów z grafika) jeszcze przed I wojną światową.

 

Dokonania i honory

         Oprócz kolejnych sukcesów naukowych  ksiądz Wilpert – uczony, archeolog chrześcijański, był też beneficjentem wielu honorów. Honorami i odznaczeniami był wręcz zasypywany, na przykład w 1893 r. cesarz Wilhelm przyznał mu Królewski Order Korony II klasy. W 1891 r. otrzymał tytuł tajnego radcy papieskiego, a kilka lat później tytuł papieskiego prałata domowego. Papież Pius XI pragnął mianować go arcybiskupem Wrocławia, wtedy Breslau. Ksiądz Wilpert dał do zrozumienia, że to go nie interesuje, woli zostać przy badaniach w Rzymie. W 1892 r. otrzymał tytuł doktora honoris causa Wydziały Teologicznego Królewskiej Akademii w Münster. Zapraszały go wybitne osobistości, także cesarz Wilhelm II.

         W 1903 r. stolica apostolska powołała go na zaszczytne stanowisko protonotariusza apostolskiego. W 1924 r. został dziekanem tego grona. W 1920 r. wykładał jako profesor w papieskim instytucie archeologii chrześcijańskie, zapraszały go też inne uniwersytety w całej Europie na gościnne wykłady. Wszędzie gdzie bywał uznawano go za jednego z największych uczonych.

         W czasie swych wieloletnich badań temu wielkiemu uczonemu zdarzały się też przygody, niekiedy kłopotliwe. Zdarzało się tak, gdy „złapał trop”, kopał i odsłaniał nie zważając na uwarunkowania. Bywało że wskazywały one że jest zbyt płytko pod ziemią, że na przykład wchodzi „na teren” prywatny, on nie mógł się powstrzymać. Jednego razu spora połać zapadła się wraz z koniem, który na niej się pasł. Nic mu się nie stało, koniowi ma się rozumieć, ale nie obyło się bez afery, bo była to działka budowlana znanego rzymskiego prawnika, niespecjalnie zadowolonego z watykańskiego sąsiedztwa. Gdy się jednak „wielebny” badacz i zasadniczy prawnik poznali i wyjaśniło się o jakie epokowe „wykopki” chodzi, nawet się później zaprzyjaźnili  a adwokat wspierał naukowe badania księdza Wilperta. Utrzymywali kontakt.

         Ostatnie 23 lata życia ksiądz prałat Józef Wilpert mieszkał w niemieckim hospicjum Santa Maria del Amima – według dzisiejszych standardów taki swoisty dom emerytowanych duchownych, gdzie 13 lutego 1944 r.  w wieku 87 lat zmarł. Pochowano go przy instytucie w którym zaczynał swą archeologiczną „misję” w Campo Santo Teutonico, sąsiadującego z Bazyliką Św. Piotra.

 

Pamięć

         W PRL-owskiej Polsce ksiądz prałat Józef Wilpert nie był prawie w ogóle dostrzegany. W encyklopedii PWN figurował jako naukowiec Józef Zwierzyna (zwyczaj manipulowania nazwiskami brzmiącymi „mniej właściwie” praktykowany od pierwszych lat powojennych) z krótką lakoniczną informacją biograficzną.

         Dziś udając się do Rzymu na wycieczkę czy z pielgrzymką każdy może odwiedzić również miejsca upamiętniające tego zacnego ślązaka – rodaka. W Santa Maria del Amima jest salka jemu przeznaczona. Są tam różne pamiątki, ale te najcenniejsze unikalne pokazuje się przy szczególnych okazjach. Mimo to warto tam wstąpić, to jest tuż przy Koloseum. Warto też przystanąć przy jego grobie w Campo Santo Teutonico, praktycznie niemieckim terenie, nie powinno być żadnych kłopotów, bo przecież żyjemy w Europie otwartych granic.

         Serdecznie zaprasza Artur Wilpert w jakimś stopniu zobowiązany do tego powinowactwem ale także od serca. Od serca też narysował, jakże by mogło być inaczej, „ujka z Rzymu” tak jak na rysownika przystało.

 

 

                                                                  J. Moczko – świerklanin

 

(Artur Wilpert – siołkowiczanin z ożenku, znany w środowisku i okolicy z otwartości, permanentnej chęci do pomocy, Świerkli także i społecznikowskiej działalności, ale też z „mistrzowskiej kreski”).