Dzwon

dzwony.jpeg

Przedpole kościoła parafialnego p. w. Św. Norberta w
Czarnowąsach, rozległe, postrzegane frontowo wedle linii szosy, od
rubieży przy Małej Panwi z pomnikiem poległych w I wojnie
światowej do skrętu na wiadukt w sąsiedztwie szkoły jako zasadniczy
element wioski zmieniało się architektonicznie, szczególnie pod
koniec XX wieku i później. Jest piękne, schludne, zadbane. Parafianie
zmierzając do kościoła widzą to i w sposób naturalny przyjmują
zmiany do siebie bo przecież wszędzie się zmienia. Przyzwyczaili się
już też do schludnego i z gustem urządzonego „dziedzińca” przed
kościołem przez który każdy musi przejść jeżeli chce się w kościele
znaleźć.
dzwon.jpeg
Elementem „architektury” tego dziedzińca są dwa stare spiżowe
dzwony, pokryte wielowiekową zielonkawą patyną. Tez już dziś nie
rewelacja. Ale pewnie są tacy co mijając je wracają myślami w
przeszłość i zastanawiają się jak się też te czasy zmieniają. Kiedy
bywały bowiem momenty że dla potrzeb „wyższych” – wojennych co
niektóre dzwony były rekwirowane nawet te piękne okazałe stare. Te
dwa na dziedzińcu uniknęły tego ale pewnie swoje wybrzmiały i
przeszły spokojnie na emeryturze ustępując miejsca nowym. Są
jednak świadkami jak trzeci dzwon – ich „ towarzysz” takiego
szczęścia nie mając został zabrany. Nikt tego nie może pamiętać bo
zdarzenie to miało miejsce w 1917 r. w lipcu, a więc 95 lat temu w
czasie I wojny światowej dokładnie w trzecią rocznice jej wybuchu.
To już był czas kiedy wszyscy mieli wojny dosyć. Raz że biednie i
beznadzieja dwa to co rusz zarządzano jakieś zbiórki, a to złomu,
kości, szmat, a to tłuszczu, jaj, furażu. Nadszedł moment i na dzwony.
Zachował się wpis kronikarski ze zdjęciem (wpis częściowo
widoczny razem ze zdjęciem, a zdjęcie szkoda że obcięte dla potrzeb
wpisu) z którego wynika że: w lipcu został zdjęty średni dzwon,
najmłodszy z trzech, odlany w 1886 r. w Opolu w firmie Lesch. Nie
został na wierzy rozbity jak to miało miejsce gdzie indziej ale w
całości opuszczony na ziemię z pomocą wciągu (Flaschenzug) i
oddany. To zdarzenie długo komentowano w parafii. Wiele
pochlebnych słów padło pod adresem proboszcza ks. Komisjariusza
von Lukowicza i zacnych mężów rady parafialnej staraniem których
cała akcja technicznie była możliwa. Łudzono się nadzieją że dzwony
może się ostaną, kiedyś odnajdą.

Dziś te dwa na dziedzińcu dyskretnie o tym przypominają
podobnie jak o wojnie pomnik poległych.

J. Moczko - świerklanin