Wypadek

 



 

Precyzyjnie na oślep. Niedzielne popołudnie, trochę ludzi relaksowo przy skrzyżowaniu w centrum wioski i obok nich chwilami dwa, trzy, chwilami więcej przejeżdżające samochody. Czasem grupka od strony kościoła, gdzie akurat kończą się Obchody Fatimskie. W tym coś na wyższych obrotach, moment, trzask, fruwające fragmenty drewniane, strzępy plakatów i to, co wzniosło się z ziemi – paprochy, porwane pędem na skwerek. Co? Gdzie? Konsternacja, auto na skwerku, przy pomniku. Skąd się wzięło? Ani w lewo, w prawo, czy na wprost, tylko gdzieś pomiędzy, przecież mógł w nas wjechać – komentują świadkowie. Kto? Nie wiadomo. Zanim „kurz opadł” auto na oścież otwarte puste zostało. Przybyły służby, pies tropiący i nic, ale auto znane we wiosce. Tylko na podwójnym gazie, a być może i na haju  można w pełnym pędzie centralnie trafić w tablicę ogłoszeń, pozostawiając obramowanie nietknięte, ciut szersze od auta i przejechawszy przez nie parę metrów dalej otrzeć się o granitowy pomnik, tak, że stracił pion i osiadł na krzewie przy nim. Działo się w biały dzień, przy dobrej pogodzie i widoczności (foto). A jak by na oślep?

J. Moczko – Świerklanin