Tropem byłych Gescheftów

ART 1


Dalej przy dzisiejszej ul. Wolności w Czarnowąsach, tyle że bliżej centrum, trochę przed OSP. Nic nie wskazuje, że tu był sklep, tak jak i opodal, gdzie były inne i fabryka cygar. Na starej fotografii, właściwie fragmencie widokówki z lat 20/30-tych, na pierwszym planie widzimy grupę ludzi z sąsiedztwa, młodzież w większej części boso, starszyzna różnie, tradycyjnie i z miejska, na drodze wiejskiej – „Nach Horst”, jeszcze nie utwardzonej. W grupie są np.: Urban Woznitza, Anna Woznitza z dzieckiem, Lorenz Marschollek i Alojzy Niemczyk. Wszyscy stoją przed sklepem Paula Jendro, właściwie „Warenhandlungu – P. Jendro”, jak pisze w tytule kadru.

            tropem czarnowanz.jpeg

Sklep istniał już nieco wcześniej, założył go Kaufmann Paul Jendro – weteran I Wojny Światowej i wraz z Żoną prowadził go do końca. Mieli jedną córkę – Apolonię, a dom pomagała im prowadzić Paulina Ciernia, mieszkająca u góry (dwa okna w szczycie) z rodziną. Jendro to był dobry chłop – wspominają nieliczni pamiętający go z dzieciństwa – „dawał nam cukierki, niby tak, żeby mama zaabsorbowana zakupami nie widziała”. W sklepie można było kupić wszystko, co na co dzień było potrzebne w gospodarstwie domowym.

            W styczniu 1945 r. tędy od strony Horst – Świerkle, weszła armia sowiecka, skora do plądrowania, palenia i wielu innych nikczemności. Sklep P. Jendro ocalał, widoczny budynek za nim już nie miał tyle szczęścia – spłonął jak wiele innych domów i gescheftów we wiosce.

tropem SDC12074.jpeg 

Jak się już trochę uspokoiło „w sklepie” wróciło życie. Otworzył tu warsztat i sklep szewski, jeszcze przedwojenny Schumachermeister Paweł Niedworok. Po nim od 1 listopada 1948 r. przez dwa lata prowadził tu Zakład Fryzjerski Helmut Liguda. Pewnie prezentował się nieźle z daszkiem nad drzwiami wejściowymi (już nie okap, ale jeszcze nie lauba, element znany w okolicy), a przed domem dwa drzewa „różane” – różowo kwitnące. W tym czasie prężnie działała miejscowa OSP, obok LZS lepiej zorganizowana organizacja i jak tylko lokal u Jendry się zwolnił (sam Jendro mieszkał u góry, ale być może mniej więcej w tym czasie wyemigrował) przysposobili go na oficjalną Świetlicę OSP. W niej się zbierali i snuli plany o nowej remizie fojermany z krwi i kości Paweł Gladki, Michał Lisowski, Wincenty Stodko, Norbert Niedworok i młodziutki Hubert Michala.  Miały też miejsce spotkania kawiarniane przy muzyce młodzieży niezrzeszonej. Wszyscy w końcu doczekali się nowej remizy (właściwie wybudowali ją sami) ze świetlicą. W sklepie u Jendry znów się zmieniło. Zaadoptowano go na mieszkanie (zamurowano drzwi i okno wystawowe i tak jest do dziś). Tymczasowo mieszkało tam wiele rodzin. Dziś mało kto wie, że tu był kiedyś sklep, a sam dom do niedawna własność gminy w gestii MZGKiM Kup dziś znów własność prywatna.

                                                                       J. Moczko – Świerklanin

 

 

 



ART 2

Niedaleko od Warenhandlungu P. Jendro w Czarnowąsach w kierunku Horst (Świerkle) po drugiej stronie ówczesnej Dorfstrasse (obecnie ul. Wolności) funkcjonował zdawałoby się całkiem podobny „Warenhandlung Joh. Staisch” (Sklep Towarowy Johanna Staischa). Staisch jednak, oprócz tego, że miał status Kaufmanna (kupca) był też Landwirtem (rolnikiem) można by rzec małorolnym, ale jednak. Rodzina żyła więc nie tylko ze sklepu. Utrzymywał asortyment towarowy podobny do tego, jaki miał P. Jendro, ale zapamiętany został jako taki u którego można było kupić też „petrol”, czyli naftę do lamp naftowych. Nie wszystkie Geshefty go miały, bo na handel nim trzeba było otrzymać „licencję” (przyznawano ją na przemian sklepom, ale bywało, że jednym częściej, innym na dłużej. Ogłaszano to w gazecie „Oppelner Kreisblatt”).

            Johan Staisch prowadził sklep z żoną. Mieli pięcioro dzieci, które w miarę dorastania pomagały rodzicom w prowadzeniu całości, głównie obejścia. Staisch był człowiekiem zakrętnym, załatwiał też towary na zamówienie. Był gibki w interesach jak sprężyna, fejdra, taki „Feidrowik”. Tak się powszechnie mówiło: Fejdrowik, u Fejdrowika, do Fejdrowika, a czasem z przekąsem do Zydka, itd.

            tropem_sklep.jpeg
Na archiwalnym zdjęciu za grupą „sąsiadów”, a być może także rodziny Staishów widać warenchandlung w szczycie budynku. Z lewej składzik, może na zamówione towary, może na petrol.

            W latach 30-tych najstarszy syn Józef, pewnie z pomocą ojca wybudował obok „Warenchandlungu” (z lewej strony poza kadrem naszej fotografii), mały budyneczek z piekarnią, był to całkiem odrębny interes Staischa – juniora, który ze swoją już rodziną go prowadził – „Bäckerei Josef Staisch”. W czasie przejścia frontu w 1945 r. obydwa geshefty spłonęły.

          tropem_skl.jpeg

  Na współczesnym zdjęciu zrobionym z tego samego miejsca, co nasze historyczne, to samo miejsce w niczym nie przypominające stanu z przeszłości. Z lewej strony widzimy murek – parkan, zakreślający strefę byłej piekarni. Natomiast budynek stojący bokiem „do nas” z naczółkowym dachem to efekt szybkiej budowy czegoś w miejscu byłego sklepu – warenchandlungu, nowa bryła obejmująca to, co ze stare zostało, reszta starego budynku widoczna jest z tyłu, wychodząca jakby prostopadle z nowej, w głąb fotografii. Dziś niezamieszkiwana, skłania jedynie do wspomnień, zadumy nad uchodzącym czasem.

 

PS. W poprzednim numerze Beczki w artykule o Warenchandlungu P. Jendro znalazła się nieścisłość – Apolonia nie była jedyną córką Paula Jendro, ale była najmłodszą z siedmiorga jego dzieci.

                                                                       J. Moczko – Świerklanin