Tropem byłych Gescheftów (Czarnowąsy-Brody) cz. II

Różnie miejscowi komentowali i komentują jeszcze dziś ocalenie „Gasthausu zur Waldesruh”. Dwie opcje są zbieżne, choć każda o innym wątku sprawczym. W pierwszej: o tym, że „zał ostanietsa” zdecydował komandir i oficjery, którzy z sołdatami kupą do sali weszli i zobaczyli olbrzymią gwiazdę na suficie, „ostanietsa na wsiegda” – zamanifestowali, „ura!!!” – ryknęli. Została. W drugiej: taką moc przypisuje się krzyżowi, wielkiemu krzyżowi drewnianemu, który leżał ponoć na strychu na tym samym suficie z gwiazdą. Krzyż i gwiazda na tym samym miejscu w tym samym czasie to fakt, reszta wielce prawdopodobna.
tropem zdj gotowe.jpeg

            Rosjanie jeszcze trochę w Czarnowąsach zabawili, zanim sobie przeprawę przy wysadzonym moście na Małej Panwi zbudowali. Z kolei parafianie z zachodnio-północnej strony rzeki póki nie zbudowano mostu (grudzień 1945 r.) mieli swoje nabożeństwa „u Walka na Brodach” w byłym Gasthausie. Mszę odprawiał ks. Henryk Mainka, czasem ukrywający się w tej części Czarnowąs ks. Johannes Tenzler, który umiał grać i jak trzeba było to do mszy przygrywał na pianinie (klawiyrze). Gdy się sytuacja wyklarowała Walenty Niedworok znów otworzył gospodę, niestety nikt nie pamięta pod jaką nazwą funkcjonowała. Funkcjonowała dopóki dopóty państwo tolerowało prywatną inicjatywę. W sumie gdzieś do przełomu lat 40-tych i 50-tych. Później już tylko czasami z okazji wesel lub zabaw z GS-owskim wyszynkiem. Właściciele właściwie niewiele z tego mieli, a podatki trzeba było płacić. W takiej sytuacji Niedworokowie, starzy już oboje, zdecydowali wynająć lokal, by do „gasthauzu” nie dopłacać. W połowie lat 60-tych (najprawdopodobniej w 1967 r.) CEZAL – Centrum Zaopatrzenia Medycznego zorganizował „u Walka na Brodach” magazyn sprzętu medycznego, głównie mebli. W magazynie wiadomo, ciągle załadunek i rozładunek, szczególnie destrukcyjnie oddziałowujący na coś takiego jak parkiet, zwłaszcza gdy używa się sprzętu, np. wózków mechanicznych, a sam parkiet jest położony na konstrukcji drewnianej, wysokiej na jakieś 50-60 cm od podłoża stałego. W końcu zniszczony został zlikwidowany. Zabolało to pewnie Walka, który całe życie dbał o niego, folgując orkiestry, by zbyt dynamicznie nie grały, bo pod tańczącymi parkiet może się zarwać.

            Niedworokowie mieszkali po staremu w mieszkaniu w Gasthausie, a młodzi – wnuczka z rodziną, w budynku kiedyś wybudowanym z tyłu od strony ulicy dolnej. W 1975 r. Walek zmarł. Był to już czas organizowania się „u Walka” nowej firmy – ogrodniczej. W 1977 r. zmarła Katarzyna – żona Walentego. Wtedy to wnuczka zdecydowała się oddać „niedworokownię” państwu (gminie) co warunkowało wyjazd do Niemiec. W 1978 r. wyjechali, a gmina całość oddała do dyspozycji Zakładowi Zaopatrzenia Ogrodniczego – jednostce podległej Spółdzielni Ogrodniczo-Pszczelarskiej w Opolu (wygląd całości magazynów „u Walka” przedstawia fotografia z tamtego okresu. Widać też na niej część dobudowaną pod koniec lat 20-tych – prawe skrzydło). Zakład zatrudniał ok. 60-ciu ludzi, w tym na miejscu w Czarnowąsach 20-tu. W 1982 r. biura zostały przeniesione do „kudlykowni” tzn. do byłej Stolarni Krawczyka. Tak to funkcjonowało przez parę lat. W latach 1988/89 z Zakładów Zaopatrzenia Ogrodniczego zawiązała się spółka „Hortus” z siedzibą „u Kudlyka”. Tam w 1990 r. została przeniesiona cała reszta zakładu „od Walka”. Wszystko na fali zmian rynkowych i ustrojowych.
tropem SDC14644.jpeg

            Salę poddano remontowi. Wiele w tym zasługi ówczesnej Rady Sołeckiej i samego sołtysa Pawła Panitza. Po dwóch latach 10-tego lutego 1992 r. salę wiejską poświęcono i oddano do dyspozycji Rady Sołeckiej Czarnowąsy. Wiele się w niej zaczęło dziać. Służy lokalnym organizacjom i całej społeczności.

            W 1997 r. podczas powodzi znów stała się miejscem modlitwy. Tu odprawiano mszę św. dla odciętej od kościoła parafialnego społeczności. Dziś po kolejnych remontach wygląda jak na załączonej współczesnej fotografii. W środku obiektu duża sala, zaplecze kuchenne, część barowa, biuro TSKN-u, biuro sołtysa, pokoje gościnne, itd. Na zewnątrz dość spory parking.

            Obok Sali Wiejskiej stoi kamienny krzyż integralnie związany z tym miejscem z „Gasthausem zur Waldesruh”, jak i całą rodziną. Pierwotnie w miejscu tego kamiennego krzyża stał okazały krzyż drewniany. Wielki, potężny, postawiony jeszcze przez ojców Valentina (Walentego). Nie było pewnie jeszcze wtedy okazałego Gasthausu. Później, jak już został wybudowany, krzyż u podnóża ogniły, spróchniały wyżej, runął na ziemię, rozbijając się na drobne detale.  Właściciele nowego póki co nie stawiali. Tymczasem dziadkowie zmarli. W takiej sytuacji młodzi – Walenty i Katarzyna zdecydowali, że trzeba postawić nowy krzyż. Tak też zrobili. Z czasem, gdy już im się lepiej wiodło wyciągnęli go i postawili w 1930 r. kamienny (Walentin był murarzem z zawodu, więc szybko poszło). „Blaszanego Chrystusa” z krzyża zamontowali na strychu Gasthausu na głównej podporze. Jak ktoś obcy, albo nieobeznany z miejscem wszedł na strych, to całość jawiła się jak wielki potężny krzyż, który nie wiedzieć w jaki sposób na strych się dostał. Taka sytuacja miała miejsce w czasie przystępowania do remontu sali w 1990 r., a ten, który to pierwszy zobaczył długo o tym z przejęciem opowiadał.

 

                                                                       J. Moczko – Świerklanin