Tropem byłych Gescheftów (Czarnowąsy – przystanek „Szkoła”)

Tropem1_miejsce byłego zollamdtu.jpeg

           Dokładnie w miejscu obecnego przystanku (foto) stał kiedyś budynek „urzędowy”, XVIII-wieczny, dość okazały, z dachem naczółkowym, gontowym. Powszechnie znany kiedyś i nazywany „Zollamt” lub po prostu „Zoll” (Urząd Celny), z racji swej podstawowej funkcji w przeszłości i poniekąd ówczesnej i później.
zollamt.jpeg

            Na naszej archiwalnej fotografii widzimy jego wizerunek z przełomu lat 20/30 ubiegłego wieku. Zdjęcie zasadniczo dotyczy sklepu J. Fautscha (Kolonialwaren J. Fautsch) – druga witryna od prawej w kadrze. Na owe czasy był to bardzo elegancki Gescheft, w którym wszystko można było kupić, świetnie zlokalizowany. W miejscu gdzie wszyscy parafianie przychodzili w sprawach urzędowych, do kościoła, szkoły, spieszyli do pociągu, do miasta i w drugą stronę, goście z zewnątrz, odwiedzający Czarnowąsy – miejsce wycieczkowe (Czarnowanz – ausflugsort) mogli przystanąć, kupić coś, załatwić i pójść nad rzekę wypocząć.

            Johann Fautsch (z zawodu ślusarz) prowadził sklep ze swoją żoną. W wielu sprawach decydował ze swym bratem Franzem (majster murarski). Michał (gospodarz) też czasem pomagał. Rodzina (korzenie prowadzą do Świerkli – Horst) trzymała się razem. Łączyło ją wiele wspólnych zainteresowań. Obok Kolonialwaren J. Fautsch funkcjonował Zakład Fryzjerski (pierwsza witryna z prawej strony kadru), prawdopodobnie „Frisör” – Ernst Nentwich. Z lewej strony „Fautscha” – „pod oknem dachowym” widzimy wejście do urzędu. Korytarz aż na drugą stronę budynku, na plac za nim, gdzie stała ogólnodostępna pompa. Można tam było bokiem zajechać, nawet konia napoić. Z korytarza można było wejść do biur urzędu, w których mieściła się: poczta, referat obywatelski, podatkowy, itd. oraz punkt Powiatowej Kasy Oszczędnościowo-Pożyczkowej (Kreisspar u. Girokasse). Z korytarza wiodły schody na poddasze, w jakiejś części przeznaczone na mieszkania.

            W „Zollamcie” mieszkała rodzina pocztmistrza p. Kula, który zawiadował pocztą i telegrafem, a „pocztę” rozwoził listonosz Johann Gbur. Czy „Kasa Powiatowa” funkcjonowała całkiem odrębnie -  póki co nie wiadomo. Biura amtowe podlegały i prowadzone były przez Amtvorstehera Maximiliana Laxego. W tych biurach pracowali z pewnością Paul Gatzka, Rosalia Knosala i Klara Sussek, która wcześniej zajmowała się pobieraniem cła (arendowała ten urząd). Gońcem był Franz Kaluza. Miał sporo roboty, bo Laxy urzędował też w swojej wilii (dziś już nieistniejącej, obecnie w tym miejscu stoi Restauracja „Regius”). Tam podobno miało miejsce urzędowanie reprezentacyjne.

            Na fali porządkowania administracji państwowej – lokalnej w 1933 r. nowa władza lokowała „swoich” na urzędach. Laxego przeniosła w stan spoczynku. Tym samym to, co urzędowe z jego domu, musiała ulokować gdzie indziej. Zdecydowała, że część do starego „Zollamdtu”, a resztę do nowobudowanego budynku przy obecnej ul. Jagiełły vis a vis pierwszego budynku (z czerwonej cegły), na którym do niedawna można było odczytać napis „Czarnowanz” na szczytowej ścianie, jak się wjeżdżało od strony Borek. Nowy obiekt funkcjonował jako Urząd Stanu Cywilnego do 1945 r. (foto). Tropem1_budynek usc.jpeg

            Geschefty z „Zollamdtu” musiały się więc wyprowadzić. Fautsch mieszkał już jakiś czas w Siedlungach na rogu aktualnej ul. ogrodowej i ul. Jakuba Kani. Tam jedno pomieszczenie zaadaptował na sklep. Mniejszy, ale szło wyżyć. Funkcjonował do 1945 r. Fryzjer Nentwich znalazł lokum w zabudowie Petera Laxego – Gasthausbesitzra. Tam dodatkowo prowadził interes rowerowy. Biuro Kreisspar u. Girokasse przeniesiono do nowej „kamienicy” w centrum – róg obecnej ul. Jagiełły i ul. Chopina (dom Matejki). Amdt był rozproszony. Myślano o nowym obiekcie reprezentacyjnym, godnym czasów i władzy.Tropem1_kamienica matejki - nowe lokum girokasse.jpeg

            Dziś we wspomnieniach żyje jeszcze „Zollamdt” – stary urząd. Pamięta się też ludzi, którzy tam mieszkali, publicznie czymś zaskoczyli. Bracia Fautsch to byli chłopy z pasją. Ciągle szukali wrażeń, a przy tym interesu. Zbudowali samolot i z pochylni dość wysokiej chcieli się wzbić, niestety skończyło się to na twardym lądowaniu jednego z nich. Innym razem z kolei zelektryzowani wieścią, że w Siołkowicach odkryto węgiel tuż pod warstwą ziemi, wpadli na pomysł, że skoro w Świerkli jest tyle torfu, to musi tam być i węgiel, trzeba się do niego dostać. Zorganizowali wiercenia. Długo nic, aż tu nagle jest – czysty, elegancki węgiel, na dodatek już skawałkowany. Zrozumieli w mig, że świerklanie sobie z nich zażartowali (Stefan Kobienia – właściciel tartaku, człowiek o podobnej fantazji pozwolił im wiercić „na swoim”, a jego robotnicy któregoś dnia do odwiertu wsypali wiadro „fajnego węgla”), więc odpuścili.

            Po reorganizacji „Zollamdtu” dalej funkcjonowała tam poczta, w dalszym ciągu prowadził ją pocztmistrz Kula, który po staremu mieszkał tam ze swą rodziną. Jego chłopcy zafascynowani byli lotnictwem, samolotami. Budowali na strychu różne modele z elementów oryginalnych, które można było „w sieci” zamówić. Jeden taki o rozpiętości skrzydeł ponad 2 metry puścili ponoć z wieży kościelnej. Znaleźli go później gdzieś za Żelazną. Wiele się o tym mówiło we wsi, ale najwięcej w szkole, gdzie zakręconych jak oni było sporo. To był wręcz klub lotniczy.

            Budynek urzędowy „Zollamdtu” to obiekt o o wiele bogatszej historii, przede wszystkim XIX-wiecznej. Tu, gdzie z początkiem wieku, po sekularyzacji, przyjmował część atutów administracji państwowej było właściwe centrum Czarnowąs z większością gospodarczych i publicznych ośrodków. Ale to już zupełnie inna historia.

 

                                                                       J. Moczko – Świerklanin